Następnego ranka Violeta wstała z łóżka z oczami opuchniętymi od płaczu i uczuciem, że postarzała się o dziesięć lat w ciągu jednej nocy. W kuchni było zimno, a mieszkanie wydawało się bardziej puste niż kiedykolwiek. Nawet cisza brzmiała teraz inaczej.
Dzieci wciąż spały, gdy otworzyła prawie pustą lodówkę i zaczęła w myślach liczyć. Raty. Rachunki. Jedzenie. Ubrania do szkoły. Wszystko ciążyło jej jak ściana.
Ale nie pozwoliła sobie upaść.
Nie miała na to czasu.
W kolejnych miesiącach jej życie zamieniło się w nieustanną walkę. Pracowała, gdzie tylko mogła. Rano sprzątała w prywatnej klinice, po południu pomagała w piekarni, a czasami wieczorem prasowała ubrania dla sąsiadów, żeby zarobić kilkaset lei.
Reklamy
Spała mało i źle.
Budziła się przed wschodem słońca i zasypiała późno, po skończeniu prania mundurków, pakowania tornistrów i sprawdzania prac domowych.
Często płakała w łazience, odkręcając wodę, żeby dzieci jej nie słyszały.
Ale każdego ranka wychodziła, by znów walczyć.
Lata mijały ciężko.