Podczas gdy Camille Renard walczyła o oddech w Szpitalu Uniwersyteckim w Nantes, jej ojciec wysłał mężowi sześciowyrazową wiadomość: „Nie zapomnij o transferze przed piątkiem”.
Nie pytał, czy jego córka przeżyje.
Chciał swoich 9300 euro.
Kiedy Camille w końcu otworzyła oczy, osiem dni po swoim załamaniu, pierwszą twarzą, jaką zobaczyła, była twarz Juliena. Jej mąż siedział zgarbiony na plastikowym krześle, z rozczochraną brodą, pogniecioną koszulą i czerwonymi od nieprzespanych nocy oczami.
Kardiograf wydawał jednostajny dźwięk. Każdy dźwięk zdawał się odliczać czas, który prawie straciła.
Julien gwałtownie usiadł.
„Camille?”
Chciała coś powiedzieć, ale z jej gardła wydobył się jedynie bolesny jęk.
„Delikatnie. Jesteś w szpitalu. Jesteś bezpieczna”.
Pielęgniarka weszła, sprawdziła jej parametry życiowe i wyjaśniła, że znaleziono ją nieprzytomną w biurach jej firmy w La Chapelle-sur-Erdre. Jej ciało odmówiło posłuszeństwa po miesiącach stresu, nieprzespanych nocy i ignorowania objawów.
Camille zarządzała działem płac w firmie transportowej. W wieku 34 lat była tą kobietą, do której dzwoniono, gdy problem wydawał się nie do rozwiązania. Poprawiała błędy w płacach o 22:00, odpowiadała na wiadomości podczas urlopu i traktowała każdą rodzinną sytuację kryzysową jako osobiste zobowiązanie.
Powoli odwróciła głowę w stronę pustych foteli przy oknie.
Nie było kwiatów od matki, kurtki od ojca, rysunków od dzieci siostry.
„Czy moi rodzice byli?”
Julien spojrzał w dół.
Ten gest wystarczył, by jej odpowiedzieć.
„Czy wiedzą, że tu jestem?”
Pielęgniarka zawahała się.
„Szpital skontaktował się ze wszystkimi osobami wymienionymi w twojej dokumentacji. Odebrała twoja matka. Twój ojciec oddzwonił raz”.
„A moja siostra?”
„Zostawiliśmy też kilka wiadomości”.
Camille wpatrywała się w sufit.
Jej rodzice mieszkali 35 minut od szpitala uniwersyteckiego. Jej siostra, Élodie, mieszkała w Rezé, niecałe 20 minut drogi.
Przez lata Camille spłacała część kredytu hipotecznego rodziców, ubezpieczenie domu, debet Élodie, a nawet wakacje, na które sama nie mogła pojechać. Zostawiała posiłki Julienowi, ponieważ ojciec zażądał natychmiastowego przelewu. Odwołała weekend w Noirmoutier, bo Élodie ryzykowała utratę samochodu.
A jednak przez osiem dni nikt nie znalazł czasu, żeby przyjść do jej pokoju.
„Nie mów im, że nie śpię” – wyszeptała.
Julien podniósł wzrok.
„Jesteś pewna?”
„Nie. Ale do nich nie dzwoń”.
Po wyjściu pielęgniarki Julien pokazał jej wiadomości, które otrzymała w śpiączce.
Pierwsza była od jej ojca, Gérarda.
„Rachunek za dom trzeba zapłacić w poniedziałek. Czy Camille zaplanowała transfer?”
Druga była od Élodie.
„Znasz hasło do jej subskrypcji streamingowej? Dzieci narzekają”.
Czwartego dnia, gdy Camille była podtrzymywana przy życiu, jej matka napisała:
„Informuj nas na bieżąco. Gérard jest bardzo zestresowany rachunkami”.
Julien odpisał, że stan Camille pozostaje krytyczny.