CZĘŚĆ 1
„Zobaczymy, czy trochę chłodu cię rozgrzeje” – powiedziała Paola, zamykając drzwi balkonu.
Mariana Mendoza była w 28. tygodniu ciąży i miała na sobie tylko cienki sweterek nałożony na dzianinową sukienkę, którą założyła na rodzinne przyjęcie świąteczne. Na zewnątrz, na 12. piętrze budynku w Santa Fe, grudniowe powietrze przecinało niczym szkło. Miasto w dole lśniło świątecznymi iluminacjami, korkami i eleganckimi budynkami, ale na tym wąskim balkonie świat stał się zimny, cichy i okrutny.
Reklamy
Po drugiej stronie szyby Paola skrzyżowała ramiona i spojrzała na nią z krzywym uśmiechem.
„Paola, otwórz” – błagała Mariana, początkowo bez krzyku. „Jest lodowato”.
Reklamy
„Och, proszę. Nie jesteś z cukru”.
Mariana położyła dłoń na swoim okrągłym brzuchu. Dziecko poruszało się powoli, jakby i ono poczuło nagłą zmianę temperatury.
W mieszkaniu wciąż grała muzyka. Doña Victoria, teściowa Mariany, zorganizowała posadę, ponieważ jej dom w Coyoacán był remontowany, a Alejandro, mąż Mariany, nalegał, żeby rodzina mogła zebrać się w jego mieszkaniu.
Mariana nie protestowała. Mimo bólu pleców, opuchniętych kostek i zaleceń lekarza dotyczących odpoczynku, wstała wcześnie, żeby przygotować romeritos, dorsza, sałatkę jabłkową i poncz. Chciała, żeby wieczór przebiegł dobrze.
Ale od momentu przybycia Paoli wszystko szło nie tak.
„Spójrz tylko” – powiedziała, wchodząc do środka i kładąc torbę na blacie. „Ta kobieta w ciąży jakimś cudem ugotowała posiłek, nawet gdy wokół byli ludzie”.
Mariana wzięła głęboki oddech. Alejandro spojrzał na nią z salonu, zakłopotany, ale powiedział tylko:
„Paola, wystarczy”.
To było wszystko. Zawsze tak było.
Odkąd Mariana wyszła za Alejandra, Paola traktowała ją jak intruza. Krytykował jej akcent z Puebli, sposób ubierania się, pracę nauczycielki w szkole podstawowej, a nawet sposób, w jaki dotykała brzucha. Kiedy dowiedział się o ciąży, sytuacja się pogorszyła.
„Kobiety w tej rodzinie nie udają delikatnych” – powtarzał.
Alejandro zawsze mówił, że jego siostra jest „trudna”, ale w głębi duszy nie była złą osobą.
Tej nocy, gdy on i jego ojciec wynosili worki na śmieci do śmietnika, Mariana poszła do kuchni pozmywać naczynia. Paola poszła za nią.
„Zostawiłaś tłuszcz na kuchence”.
„Zaraz to posprzątam”.
„Zawsze mówisz »zaraz«. Odkąd jesteś w ciąży, wszyscy muszą chodzić wokół ciebie jak po maśle”.
Mariana wstawiła talerz do zlewu.
„Paola, nie chcę się kłócić”.
„Oczywiście. Bo kiedy ktoś mówi ci prawdę, płaczesz, a mój brat biegnie cię bronić”.
Mariana zobaczyła na balkonie kilka butelek po napojach. Zostawiły je tam, żeby ostygły.
„Przyniosę napoje”.
Gdy tylko przeszła przez framugę przesuwanych drzwi, usłyszała trzask.
A potem kliknięcie.
Odwróciła się natychmiast.
„Paola”.
Drzwi się nie poruszyły.
„Paola, otwórz”.
Jej bratowa podeszła do szyby.
„Może kilka minut tam na zewnątrz nauczy cię, żeby przestać zachowywać się jak inwalida”.
Mariana poczuła, jak strach przechodzi jej po plecach.
„Jestem w ciąży”.
„Dokładnie. W ciąży, nie królowa”.
Potem Paola odwróciła się i wyszła.
Mariana uderzyła otwartą dłonią w szybę.
„Paola! Otwórz drzwi!”
Świąteczna muzyka zagłuszyła jej głos. W środku ludzie się śmiali, przesuwali krzesła, podawali deser. Początkowo nikt nie zauważył ciężarnej kobiety uwięzionej na balkonie.
Zimno przesiąkało jej sweter. Palce zaczęły jej sztywnieć. Zapukała ponownie.
„Alejandro!”