Dziecko poruszyło się gwałtownie. Mariana przycisnęła się do brzucha.
„Wszystko w porządku, kochanie. Wszystko będzie dobrze”.
Ale nie było dobrze.
Wiatr się wzmógł. Jej usta zaczęły drżeć. Próbowała otworzyć drzwi raz po raz, aż rozbolała ją ręka. Potem ból ustał. To przeraziło ją jeszcze bardziej.
W środku Paola przeszła obok szklanki z kieliszkiem ponczu.
Mariana zapukała ponownie.
Paola nawet się nie odwróciła.
Wtedy pojawił się pierwszy ból.
Był niski, głęboki, niczym szpon zaciskający się w jej brzuchu. Mariana pochyliła się do przodu, kładąc dłoń na zimnej ścianie.
„Nie, nie, nie…”
Oddychała tak, jak uczono ją na zajęciach w szkole rodzenia. Ale ból powrócił, silniejszy.
Uderzyła pięściami w szybę.
„Pomocy! Proszę!”
Po drugiej stronie rodzina wciąż świętowała.
Nogi zaczęły się pod nią uginać. Poczuła dziwny, wilgotny, przerażający ucisk. Spojrzała w dół i zobaczyła ciemną plamę, która zaczynała rysować się na jasnym materiale jej rajstop.
Przez chwilę Mariana nie rozumiała.
Potem zrozumiała za dużo.
Próbowała krzyknąć imię Alejandro, ale zabrakło jej tchu. Balkon zawirował. Światła miasta rozmyły się. Jej ciało upadło bokiem na lodowatą podłogę, jedną ręką wciąż chroniąc brzuch.
I gdy ktoś w środku podkręcił muzykę, ciężarna kobieta zatrzymała się przed szybą.
CZĘŚĆ 2
Doña Victoria zobaczyła ją pierwsza.
Poszła do kuchni po serwetki, gdy coś ciemnego na balkonie przykuło jej uwagę. Na początku
Pio pomyślał, że to koc leżący na podłodze. Potem dostrzegł sukienkę Mariany, jej włosy przyklejone do twarzy i nieruchomą dłoń na brzuchu.
„Święta Dziewico!” krzyknął.
Pobiegł do przesuwanych drzwi i pociągnął za klamkę.
Nie otworzyły się.
„Dlaczego to jest zamknięte? Paola!”
Krzyk rozniósł się echem po mieszkaniu. Muzyka nagle ucichła. Kuzyni przestali się śmiać. Alejandro wbiegł z korytarza ze swoim ojcem, Don Ernesto.
„Co się stało?”
Doña Victoria rozpaczliwie waliła w szybę.
„Mariana jest na zewnątrz! Leży tam!”
Alejandro spojrzał w stronę balkonu, a jego twarz zbladła.
„Mariana!”
Paola wyszła z salonu, wciąż trzymając kieliszek. Po raz pierwszy tego wieczoru się nie uśmiechała.
„Ja… wyszła po drinki.”
„Otwieraj!” ryknął Alejandro.
„Tak, tak, idę”.
Paola potrzebowała, jak się zdawało, wieczności, żeby otworzyć drzwi. Jej ręce drżały. Drzwi się otworzyły, a lodowate powietrze wpadło do środka niczym uderzenie.
Alejandro uklęknął obok Mariany.
„Kochana, obudź się. Mariana, spójrz na mnie”.
Ledwo otworzyła oczy. Jej usta były fioletowe, skóra zimna, a oddech płytki.
„Dziecko…” wyszeptała.
Alejandro ostrożnie ją uniósł, ale kiedy zobaczył plamę na jej rajstopach, zamarł.
„Czy to krew?”
Doña Victoria zaczęła płakać.
„To niemożliwe…”
Paola cofnęła się.
„To nie trwało tak długo. Nie wiedziałam, że tak zareaguje”.
Alejandro spojrzał na nią z furią, jakiej nikt w tej rodzinie nigdy u niego nie widział.
„Zamknęłaś ją?”
Paola przełknęła ślinę.
„Chodziło tylko o to, żeby przestała robić awanturę”. Za pięć minut.
„Jest w 28. tygodniu ciąży!”
Mariana jęknęła i zgięła się wpół z bólu.
Don Ernesto trzymał już telefon w dłoni.
„Karetka już jedzie”.