Ale Alejandro nie czekał. Owinął ją kocem, zaniósł do windy i zjechał z nią na dół, powtarzając:
„Nie zamykaj oczu. Zostań ze mną”.
W prywatnym szpitalu w Observatorio wszystko rozbłysło białym światłem, pojawiły się nosze, monitory i przyspieszone głosy.
„28. tydzień”.
„Niska temperatura”.
„Ból brzucha”.
„Możliwy przedwczesny poród”.
Alejandro szedł obok noszy, a jego ręce drżały ze strachu.
„Panie doktorze, proszę coś zrobić”.
Dyżurny lekarz, dr Ledesma, zbadał Marianę i przepisał leki hamujące skurcze. Zlecił również pilne badania, badania krwi i monitorowanie płodu.
Mariana słuchała bicia serca dziecka na monitorze. Każde uderzenie było promykiem nadziei.
Tup. Tup. Tup.
Alejandro płakał cicho, słysząc ten dźwięk.
Po kilku godzinach skurcze zaczęły ustępować. Dziecko było nadal w stabilnym stanie, ale strach wszystkich zdruzgotał.
O świcie Doña Victoria przybyła na salę pooperacyjną z Paolą u boku. Twarz jej teściowej była opuchnięta od płaczu.
„Córeczko, wybacz mi. Powinnam była ją wcześniej zobaczyć”.
Mariana nie odpowiedziała. Była wyczerpana.
Paola zrobiła krok naprzód.
„Mariana… Przepraszam. Przesadziłem. To był głupi żart”.
Alejandro wstał z krzesła.
„To nie był żart”.
„Och, Alejandro, wystarczy” – powiedziała Paola, odzyskując nieco opanowania. „Lekarz powiedział, że dziecko jest w porządku”. Nie traktuj jej, jakby umierała.
Mariana zamknęła oczy.
Nawet po tym wszystkim Paola wciąż chciała wygrać.
„Nie chciałam nikogo skrzywdzić” – upierała się. „Ona zawsze przesadza. Wczoraj gotowała cały dzień, żeby wyglądać idealnie, żeby mama czuła się winna”.
Doña Victoria spojrzała na nią z przerażeniem.
„Paola, bądź cicho”.
Ale Paola nie mogła się powstrzymać.
„Nie, mamo. Wszyscy tu przymykają na to oczy. Odkąd się pojawił, Alejandro przestał być nasz. A teraz z tym dzieckiem jest jeszcze gorzej. Chciała oddzielić go od rodziny”.
W tym momencie drzwi się otworzyły.
Wszedł lekarz naczelny, dr Ramiro Salcedo, trzymając tabletkę i z niezwykle poważnym wyrazem twarzy.
„Pani Mariano, mamy pełne wyniki badań laboratoryjnych”.
Alejandro spiął się.
„Co się stało?”
Lekarz spojrzał najpierw na Marianę, a potem na zgromadzoną rodzinę.
„Przeziębienie było niebezpieczne, tak. Ale nie tylko ono spowodowało ten kryzys”.
Paola przestała oddychać.
Lekarz spojrzał na tabletkę.
„Wykryliśmy nienormalnie wysokie stężenie difenhydraminy we krwi. Wystarczająco wysokie, by wywołać głęboką senność, spadek ciśnienia krwi i omdlenia. W połączeniu z narażeniem na zimno, bezpośrednio zagrażało to ciąży”.
Oczy Mariany rozszerzyły się z przerażenia.
„Nic nie wzięłam”.
Cisza, która zapadła, była tak ciężka, że nikt nie odważył się poruszyć.
Potem Alejandro powoli odwrócił się do siostry.
Paola, blada jak ściana, wpatrywała się w pusty kubek po ponczu, który wciąż stał na małym szpitalnym stole.
CZĘŚĆ 3
„Co jej podałaś?” zapytał Alejandro.
Nie krzyknęła. To właśnie najbardziej wszystkich przeraziło.
Paola zacisnęła usta i pokręciła głową.
„Nic”.
Dr Salcedo zachował spokój, ale jego głos był stanowczy.
„Stężenia leku u pacjentki wskazywały na nieprzypadkowe połknięcie. Nie mówimy tu o małej dawce”.
Mariana poczuła ucisk w żołądku. Nie z bólu fizycznego, ale z powodu myśli, że ktoś taki…
Jej rodzina nie tylko zamknęła ją na balkonie; zanim to zrobiła, podała jej narkotyki.
Doña Victoria chwyciła się za pierś.
„Paola… powiedz mi, że to nieprawda”.
Paola cofnęła się o krok.
„Nie wiem, o czym mówisz”.
Alejandro zwrócił się do ojca.
„Tato, gdzie jest telefon komórkowy Mariany?”
Don Ernesto wyjął telefon z torebki pacjentki.
„Proszę”.
Alejandro wziął go, odblokował odciskiem palca Mariany i włączył kamerę monitoringu.
Paola szeroko otworzyła oczy.
„Co robisz?”
„Sprawdzam, co się stało, kiedy wynosiłam śmieci”.
W mieszkaniu były kamery monitoringu w salonie i kuchni od czasu próby włamania do budynku kilka miesięcy wcześniej. Mariana prawie ich nie sprawdzała. Paola prawdopodobnie zapomniała.
Alejandro szukał nagrania z poprzedniej nocy. Wszyscy ucichli, gdy na ekranie ukazywała się jasno oświetlona kuchnia, tace z jedzeniem, para unosząca się z ponczu i Paola samotnie poruszająca się przy blacie.
Dźwięk był słaby, ale wystarczająco wyraźny.