CZĘŚĆ 2
Sześć miesięcy po rozwodzie mieszkałam w małym mieszkaniu w Chamalières.
Nic nadzwyczajnego.
Malutki balkon.
Jasna kuchnia.
Rośliny wszędzie, być może jako wyzwanie, bo nazywano mnie martwym drzewem i chciałam widzieć trochę zieleni każdego ranka.
Pracowałam jako kierownik administracyjny w stowarzyszeniu kulturalnym.
Wracałam późno do domu.
Czasami jadłam na stojąco.
Lepiej spałam.
Na początku samotność mnie przerażała.
A potem mnie uzdrawiała.
Nikt nie liczył moich cykli.
Nikt nie gapił się na mój brzuch.
Nikt nie zamieniał mojego milczenia w poczucie winy.
Pewnego czwartkowego popołudnia odebrałam telefon z gabinetu dr. Vallona.
Jego sekretarka zapytała, czy mogę potwierdzić pewne informacje administracyjne dotyczące naszej byłej wspólnej teczki. Przeprosiła, wyjaśniając, że pan Laurent właśnie odnowił kontakt z wydziałem i że niektóre dokumenty zgody nadal są złożone na nasze nazwiska.
Serce mi zamarło.
Cédric odzyskiwał kontakt z kliniką leczenia niepłodności.
Z pewnością z Marion.
Odpowiedziałam spokojnie.
„Nie jestem już jego żoną”.
„Rozumiem, proszę pani. Dr Vallon chciał po prostu wiedzieć, czy otrzymała pani ostateczną kopię akt osobowych”.
„Nie”.
„Możemy pani je przesłać”.
O mało nie powiedziałam, że to niepotrzebne.
Potem pomyślałam o suchej gałęzi.
Talerzu.
Wszystkie ziołowe herbatki, które wypiłam z grzeczności.
„Tak, proszę mi je przesłać”.
Akt dotarł dwa dni później.
Moje badania.
Moje normalne wyniki.
Orzeczenie lekarskie.
Czarno na białym:
**U pani Ariane Voland nie stwierdzono przyczyny niepłodności żeńskiej. U pana Cédrica Laurenta zdiagnozowano ciężką niepłodność męską.**
Nie płakałem.