Część 1 – Klasa, której nikt nie chciał
– Gratuluję czerwonego dyplomu – powiedziała dyrektorka, przesuwając dokument po biurku. – Ale teoria to jedno, a życie to drugie.
Młoda nauczycielka języka polskiego, Anna Wysocka, uśmiechnęła się uprzejmie.
– Jestem gotowa do pracy.
Dyrektorka odwzajemniła uśmiech, choć bardziej przypominał on kpinę.
– Świetnie. W takim razie obejmie pani wychowawstwo klasy 9. „B”.
Sekretarka siedząca obok uniosła wzrok znad papierów.
– Dziewiąta „B”? – szepnęła.
Dyrektorka skinęła głową.
– Skoro pani Anna jest taka zdolna, na pewno sobie poradzi.
Anna nie wiedziała jeszcze, że cała szkoła nazywała tę klasę „straconym przypadkiem”.
Pierwszy dzień był koszmarem.
Gdy tylko weszła do sali, powitał ją huk.
Ktoś rzucał papierowymi kulkami.
Dwóch chłopaków udawało walkę.
Dziewczyny siedziały z telefonami.
Na tablicy wielkimi literami napisano:
„NOWA WYTRZYMA TYDZIEŃ.”
Anna spokojnie odłożyła teczkę.
Nie krzyczała.
Nie groziła.
Wzięła gąbkę i powoli starła napis.
Potem odwróciła się.
– Dzień dobry.
Cisza trwała może dwie sekundy.
Po czym z ostatniej ławki rozległ się śmiech.
– Pani chyba nie wie, gdzie trafiła.
– Wiem.
– To dlaczego pani nie ucieka?
Anna spojrzała chłopakowi prosto w oczy.
– Bo nie uciekam przed dziećmi.
Śmiechy ucichły.
Największym problemem był Kacper Maj, syn przewodniczącego rady gminy.
Nie uczył się.
Przeszkadzał.
Potrafił wyprowadzić z równowagi każdego nauczyciela.
Miał jedno zdanie na wszystko.
– Mój ojciec załatwi.
Poprzedni wychowawca zrezygnował właśnie przez niego.
Po tygodniu dyrektorka zaprosiła Annę.