CZĘŚĆ 2
Romain nie zrozumiał od razu.
Mężczyźni tacy jak on zawsze potrzebują kilku sekund, żeby przyznać, że scena już do nich nie należy.
Najpierw spojrzał na mojego prawnika.
Potem na dziennikarzy.
Potem na policjantów.
W końcu na mnie.
Wyraz jego twarzy zmienił się tak szybko, jakby zdjęto mu maskę.
„Camille, co ty zrobiłaś?”
Odłożyłam serwetkę na stół.
„To, co powinnam była zrobić trzy lata temu. Przestałam cię kryć”.
Élise spojrzała na policjantów z dziecinną paniką.
„Romain? O co tu chodzi?”
Posłał jej ostre spojrzenie.
„Zamknij się”.
Dowódca podszedł do naszego stolika.
„Panie Vasseur?”
Romain wyprostował się, próbując odzyskać panowanie nad sobą.
„Tak, jestem Romain Vasseur”. I nie masz prawa wtrącać się w prywatną rozmowę.
Mój prawnik, Maître Bérard, uśmiechnął się chłodno.
„Uderzenie w twarz świadków, próba wymuszenia na kimś podpisu i przyznanie się do defraudacji to już nie są prywatne rozmowy”.
Dziennikarze nie filmowali otwarcie.
Robili notatki.
Było gorzej.
Nagranie jest kwestionowane.
Wszczęte jest śledztwo.
Roman zwrócił się do mnie.
„Nie możesz tego zrobić. Nie naszej firmie”.
„Naszej firmie? Właśnie próbowałeś mi ją ukraść na oczach pięćdziesięciu osób”.
„Chciałem ją uratować”.
„Nie. Chciałeś ją sprzedać”.
Tym razem milczał.
Élise powoli odwróciła głowę w jego stronę.
„Sprzedać?”
Spojrzałem na nią.
„Nie powiedział ci?”
Roman zbladł.