CZĘŚĆ 1
„Podpisz szybko, Mariano. Im szybciej przestaniesz mi przeszkadzać, tym szybciej będę mógł poślubić kobietę, która naprawdę zasługuje na to, by być u mego boku”.
Raúl Cárdenas powiedział to przed wszystkimi, w zimnym korytarzu sądu rodzinnego w Zapopan, podczas gdy Mariana Robles położyła dłoń na swoim brzuchu w ósmym miesiącu ciąży.
Reklamy
Kilka osób się odwróciło. Kobieta zacisnęła usta. Urzędnik zatrzymał się na chwilę. Nikt nic nie powiedział.
Raúl się uśmiechnął.
Reklamy
Obok niego Renata Villaseñor miała na sobie sukienkę w kolorze wina, wysokie obcasy i tak promienną pewność siebie, że wydawała się być wypolerowana. Nie była ubrana na rozprawę rozwodową. Była ubrana, by świętować.
Mariana nie płakała.
To właśnie najbardziej ich martwiło.
Od miesięcy Raúl wyobrażał sobie tę scenę inaczej: Marianę błagającą, drżącą, błagającą o kolejną szansę dla dobra dziecka. Renata wyobrażała sobie coś jeszcze słodszego: widok jej pokonanej, spuchniętej, porzuconej, podpisującej papiery, podczas gdy ona zajmuje miejsce idealnej żony.
Ale Mariana się uśmiechnęła.
Lekkim, czystym, niemal spokojnym uśmiechem.
„Uważasz to za zabawne?” zapytała Renata, podchodząc głosem jak zgniły cukier. „Bo wstydziłabym się przyjść w takim stanie, sama, w ciąży i wciąż chcąc walczyć o mężczyznę, który już został wybrany”.
Mariana zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów.
„Nie walczę o niego”.
Raúl parsknął suchym śmiechem.
„Oczywiście, że nie. Właśnie dlatego przyprowadziłeś prawnika, prawda?”
W tym momencie na końcu korytarza pojawił się adwokat Julián Rivera z czarną teczką w ręku. Nie wydawał się zdenerwowany. Ani też nie spieszył się. Szedł ze spokojem kogoś, kto położył już ostatnią kostkę domina i tylko czeka na dźwięk jej upadku.
„Mariana” – powitał ją skinieniem głowy. Wszystko gotowe.
Raúl zmarszczył brwi.
„Wszystko co?”
„Rozprawa” – odpowiedziała Mariana. „Nie popadaj w paranoję”.
Renata się roześmiała.
„Och, Raúl, zostaw ją w spokoju. Pewnie przyjdzie prosić o więcej alimentów. Wiesz, w dzisiejszych czasach wszyscy chcą żyć na koszt mężczyzn”.
Mariana poczuła ruch dziecka, delikatne kopnięcie w bok. Wzięła głęboki oddech.
Rok wcześniej wciąż wierzyła, że jej małżeństwo da się uratować. Raúl pracował w firmie budowlanej, która zbyt szybko się rozrosła. Zawsze się spóźniał, mówiąc, że zamyka rządowe kontrakty, że jego wyczerpanie jest z ich powodu, z powodu domu, z powodu przyszłości ich syna.
Potem przyszły rachunki za hotel w Puerto Vallarta. Zerwane połączenia. Dziwne faktury. Wpłaty i wypłaty z kont nie były jej znane.
I pewnego popołudnia, z parkingu luksusowego budynku w Providencia, Mariana zobaczyła Renatę wychodzącą z mieszkania Raúla, poprawiającą włosy, z tym samym uśmiechem kobiety, która myśli, że zdobyła koronę.
Tej nocy Mariana nie robiła sceny.
Otworzyła komputer.
Szukała.
Zapisywała.
Skopiowała.