CZĘŚĆ 2
Nikt nie oddychał.
Nawet dzieci na korytarzu przestały biec.
Trzymałam czarny notes, jakby był gorący. Strony pachniały solą, wilgotnym papierem i starym atramentem. W moich rękach nie było już tylko zdrady. Było śledztwo.
Marc zrobił krok naprzód.
„Mamo, daj mi ten notes”.
Odette się nie ruszyła.
„Zabrałaś już wystarczająco dużo rzeczy, które do ciebie nie należały”.
Zamarł.
Claire próbowała się roześmiać.
„To niedorzeczne. Szpiegowałaś własną rodzinę jak jakaś szalona staruszka”.
Odette powoli odwróciła głowę w jej stronę.
„Jakaś szalona staruszka, która wciąż potrafi czytać wyciągi bankowe”.
Claire zamilkła.
Laurent z kolei zdawał się nie rozumieć.
„Claire… powiedz mi, że to nieprawda”.
Nawet na niego nie spojrzała.
Czasem tak właśnie poznaje się koniec małżeństwa: nie po cudzołóstwie, ale po obojętności, z jaką porzuca się partnera na oczach wszystkich.
Spojrzałem na strony.
Zdjęcie Marca i Claire wchodzących do małego hotelu w Saint-Malo.
Rachunek za paliwo z tego samego dnia, opłacony kartą kredytową farmy.
Wydrukowane wiadomości:
„Ona niczego nie podejrzewa”.
„Twój paryżanin podpisze, jeśli Marc będzie się płakał”.
„Po przeniesieniu udziałów nie będzie miała o co się ubiegać”.
Podniosłem wzrok.
„Moje udziały?”
Odette powoli skinęła głową.
„Zainwestowałeś odprawę w farmę. Trzydzieści dwa tysiące euro. Oficjalnie to była pożyczka od udziałowców”.
Marc zbladł.
Wpatrywałem się w niego.
„Mówiłeś, że to tymczasowe. Żeby przetrwać zimę”.
„Tak było”.
Odette otworzyła szufladę w kredensie i wyjęła tekturową teczkę.
„Nie. Nie było już tak, kiedy poprosiłeś Sophie o podpisanie aneksu, którego nigdy nie przeczytała, bo powiedziałeś jej, że to ubezpieczenie traktora”.
Cisza stawała się coraz cięższa.
Przypomniałam sobie.
Pewnego listopadowego wieczoru.
Dłonie mi zmarzły, miałam migrenę i musiałam skończyć kosze siana.
Marc położył przede mną kartkę.
„Podpisz tutaj, kochanie. To tylko papierkowa robota”.
Podpisałam.
Miłość czasami czyni cię bardziej lekkomyślną niż ignorancja.
Odette położyła przede mną teczkę.
„Chcieli cię zabrać z farmy bez zwrotu pieniędzy”. A gdybyś odkryła cudzołóstwo, powiedzieliby, że zmyślasz z zazdrości.
Claire wyprostowała się.
„To nieprawda”.
Odette wyjęła kolejną kartkę.
„Mam też szkic listu, który chciałeś wysłać do Izby Rolniczej, żeby zgłosić błędy księgowe w imieniu Sophie”.
Krew mi zmroziła krew w żyłach.