Róża nie pobiegła od razu przez pole.
To był pierwszy odruch.
Wstać, krzyczeć, wytrącić Marcinowi szklankę z ręki.
Ale przez lata życia z weterynarzem nauczyła się jednej rzeczy: panika ratuje czasem ciało, ale niszczy dowody.
Najpierw zapisała nagranie na pendrivie.
Potem zrobiła kopię w chmurze.
Potem zadzwoniła do Marcina.
Nie odebrał.
Zadzwoniła drugi raz.
Nic.
Na ekranie widziała, jak Kinga stawia dzbanek na stole, poprawia włosy i zerka przez okno w stronę drogi. Czekała.
Marcin wracał.
Róża chwyciła kurtkę i wybiegła z domu. Deszcz wisiał w powietrzu, niebo było niskie, a droga między gospodarstwami rozjeżdżona po ostatnim transporcie siana. Biegła szybciej, niż pozwalały jej lata i chore biodro.
Wpadła na podwórko Bieleckich w chwili, gdy Marcin wysiadł z samochodu.
– Marcin! – krzyknęła.
Odwrócił się zaskoczony.
– Pani Różo? Co się stało?
Kinga wyszła na ganek z uśmiechem.
W ręku trzymała tacę.
Dzbanek.
Szklanka.
– Kochanie, zrobiłam ci lemoniadę. Pani Róża chyba znowu potrzebuje pomocy z ogrodzeniem.
Róża stanęła między nimi.
– Nie pij tego.
Uśmiech Kingi drgnął.
– Słucham?
– Marcin, nie pij tej lemoniady.
Marcin spojrzał raz na sąsiadkę, raz na żonę.
– O co chodzi?
Kinga zaśmiała się cicho.
– Może pani Róża też zaczyna mieć swoje urojenia. Ostatnio bardzo interesuje się naszym domem.
Róża wyjęła telefon.
– Jeśli to urojenia, to wytłumaczysz policji, co wlałaś do dzbanka.
Kolor z twarzy Kingi zniknął tak szybko, jakby ktoś starł go szmatką.
Marcin zamarł.
– Co wlała?
– Mam nagranie.
Kinga postawiła tacę na stoliku tak gwałtownie, że szklanka przewróciła się i część lemoniady rozlała na deski.
– To jest chore. Kto dał pani prawo nagrywać mój dom?
Z kuchni dobiegł słaby głos Danuty:
– Ja.
Wszyscy odwrócili się.
Starsza kobieta stała przy framudze, oparta o ścianę. Twarz miała bladą, nogi drżały, ale oczy po raz pierwszy od wielu tygodni nie uciekały.
– To ja poprosiłam panią Różę o pomoc – powiedziała. – Bo bałam się, że jak powiem sama, nazwiecie mnie wariatką.
Marcin zrobił krok do matki.
– Mamo?
Danuta cofnęła się odruchowo.
To małe cofnięcie zrobiło z nim więcej niż krzyk.
Zobaczył je.
Zrozumiał, że jego matka boi się ruchu we własnym domu.
– Mamo, co ona ci zrobiła?
Kinga natychmiast weszła mu w słowo.
– Nic jej nie zrobiłam. Twoja matka jest stara, przewrażliwiona i zazdrosna, że masz żonę. Od miesięcy próbuje mnie skłócić z tobą.
Róża podniosła telefon.
– To posłuchajmy.
Nagranie zaczęło się od głosu Kingi: