CZĘŚĆ 2
Zamarłem przed biurkiem.
Przez chwilę nie zrozumiałem pytania.
„Co?”
Ethan położył obie dłonie na stole. Jego koszula była lekko pognieciona, jakby nie spał. On, który zawsze przychodził nienagannie ubrany, który nigdy nie pozwolił nikomu zauważyć pęknięcia w swojej zbroi, tego ranka wyglądał jak człowiek, który przegrał bitwę, zanim jeszcze się zaczęła.
„Pytałem cię, jak długo jesteś z Adrianem Lockwoodem”.
Otworzyłem usta, ale nic nie powiedziałem.
Nie dlatego, że nie miałem odpowiedzi.
Ale dlatego, że odpowiedź była tak absurdalna, że nawet nie wiedziałem, jak ją wypowiedzieć bez śmiechu.
Z Adrianem?
Moim bratem?
Ethan zinterpretował moje milczenie w najgorszy możliwy sposób. Spuścił wzrok na kontrakt leżący na stole.
„Nie masz obowiązku opowiadać mi o swoim życiu prywatnym. Ale muszę wiedzieć, czy korzystałeś z usług Blake & Co.”.
„Użyty?”
„Widziałem go wczoraj” – powiedział ochryple. Wymknęłaś się z balu i wsiadłaś do jego samochodu.
Wtedy zrozumiałam.
Kurtka.
Boczne wyjście.
Samochód Adriana.
Wygląd Ethana następnego dnia.
Wszystko stało się jasne.
A jednak wciąż trudno mi było uwierzyć, że ten poważny, inteligentny i wyrachowany mężczyzna doszedł do tak absurdalnego wniosku.
„Panie Blake…”
„Nie nazywaj mnie tak”.
Jego głos ranił mnie jak szkło.
Podniosłam wzrok.
Ethan też wydawał się zaskoczony swoim tonem. Odwrócił wzrok i wziął głęboki oddech.
„Przepraszam. Po prostu… powiedz mi prawdę, Lily. Czy trafiłaś do mojej firmy przez niego?”
Wściekłość narastała w mojej piersi.
Miesiącami pracowałam po godzinach, przeglądałam umowy, organizowałam niemożliwe spotkania, znosiłam trudnych klientów i stałam u boku Ethana, gdy wszystko wydawało się stracone. Widziałam, jak zostawał sam w biurze, gdy wszyscy inni wychodzili. Byłam świadkiem jego zmagań, zranionej dumy, strachu przed zawiedzeniem rodziny, której prawie nic nie zostało.
A teraz myślał, że jestem sentymentalnym szpiegiem.
„Tak o mnie myślisz?”
Ethan nie odpowiedział.
Jego milczenie bolało bardziej niż jakiekolwiek oskarżenie.
„Myślisz, że przyszłam tu, żeby się z tobą bawić. Że wczoraj wieczorem udawałam, że nie znam Adriana, bo jestem jego kochanką. Że zwabiłam cię do niego, żeby zrobić z ciebie idiotę”.
„Nie powiedziałam kochanka”.
„Ale ty tak myślałaś”.
Ethan zacisnął usta.
To była odpowiedź.
Nagle poczułam, że pieką mnie oczy, ale nie płakałam. Nie przy nim.
Podniosłam umowę z biurka.
„Skoro tak bardzo mi nie ufasz, mogę zrezygnować”.
Jego źrenice się zwęziły.
„Nie powiedziałem, że chcę, żebyś odszedł”.
„Nie musisz tego mówić”.
Odwróciłam się, żeby odejść, ale jego głos mnie zatrzymał.
„Lily”.
Nie odpowiedziałam.
„Wczoraj, kiedy zobaczyłam, jak zakłada ci kurtkę… kiedy zobaczyłam, jak wsiadasz do jego samochodu… oszalałam”.
Zaśmiałam się bez humoru.
„Zauważyłam to”.
„Nie z powodu inwestycji”.
Stałam w miejscu.
Ethan potrzebował kilku sekund, żeby dokończyć.
„Nie tylko z powodu inwestycji”.
Atmosfera między nami się zmieniła.
Wciąż stałam do niego tyłem, z ręką na klamce, ale moje serce zaczęło bić szybciej.
„Więc dlaczego?”
Ethan nie odpowiedział od razu.
Kiedy to zrobił, jego głos był niski.
„Bo nie mogłam znieść patrzenia, jak się tobą opiekuje”.
Zamknęłam oczy.
W tym tkwił problem.
Ethan Blake nie był łatwym człowiekiem do rozszyfrowania. Zawsze ważył słowa, gesty, emocje. Ale zdradzały go drobne szczegóły.
Kawa, która pojawiała się na moim biurku, gdy zapominałam zjeść śniadanie.
Kurtka, którą zostawiał na moim krześle w deszczowe dni.
Taksówki, za które uparcie płacił, gdy wychodziliśmy z biura późno.
Te chwile, kiedy mówił mi „nie pracuj tak ciężko”, kiedy jako pierwszy nadwyrężał kręgosłup dla firmy.
Zauważyłam to wszystko.
I postanowiłam o tym nie myśleć.
Bo byłam jego sekretarką.
Bo on był moim szefem.
Bo Blake i spółka mogli upaść w każdej chwili.
Bo ujawnienie mojej tożsamości jako Lily Lockwood wszystko skomplikuje.
Ale małe kłamstwa też ciążą, gdy się kumulują.
Powoli się odwróciłam.
„Ethan, Adrian nie jest taki, jak myślisz”.
„To powiedz mi, kim on jest”.
Spojrzałam na niego.
Po raz pierwszy odkąd go poznałam, dostrzegłam w jego oczach coś na kształt strachu.
Nie bał się Adriana.
Bała się mojej odpowiedzi.
Zanim zdążyłam się odezwać, drzwi otworzyły się z hukiem.
„Lily!”
Głos Adriana wypełnił biuro, jakby należał do niego.
Ethan natychmiast się wyprostował.
Mój brat wszedł do środka w ciemnych okularach, szarym garniturze i z torbą na lunch. Za nim szedł jego asystent, blady, niosąc ogromne pudło.
O mało nie zniknęłam.
„Adrian” – powiedziałam przez zaciśnięte zęby. „Co ty tu robisz?”
„Przynoszę ci śniadanie. Mama mówiła, że wczoraj wieczorem wyglądałeś na szczuplejszego”.
Ethan zamarł.
Adrian rozejrzał się po scenie: ja z kontraktem w dłoni, Ethan wyglądający, jakby przeżył wojnę, napięcie wisiało w powietrzu niczym dym.
Potem się uśmiechnął.
Niebezpiecznym uśmiechem.
„Czy w czymś przeszkadzam?”
„Tak” – odpowiedziałem.
„Doskonale, w takim razie jestem w samą porę”.
Ethan zrobił krok w jego stronę.
„Panie Lockwood”.
Adrian obserwował go spokojnie.
„Panie Blake”.
Zapadła cisza.
Jedna z tych przerw, które sprawiają, że pokój wydaje się mniejszy.
„Lily u mnie pracuje” – powiedział Ethan. „Nie sądzę, żeby to było właściwe, żebyś tu przychodził bez…”
Powiadomię biuro.
Adrian uniósł brew.
„O, nie?”
„Nie.”
„Ciekawe. Nie sądzę też, żeby moja młodsza siostra była przesłuchiwana tak, jakby popełniła przestępstwo.”
Nagle zapadła cisza.
Ethan mrugnął.
Raz.
Dwa.
Potem spojrzał na mnie.