CZĘŚĆ 1
„Nie reprezentujesz już mojego sukcesu, Mariano. Dziś wieczorem potrzebuję kogoś, kto wygląda na równego sobie”.
Diego Santillán wypowiedział te słowa przed lustrem w holu, poprawiając węzeł smokingu, jakby właśnie zakończył jakąś sprawę biurową, a nie zepsuł coś żonie.
Mariana Rivas stała nieruchomo u stóp schodów w ich domu w Lomas de Chapultepec. Miała na sobie prostą, elegancką granatową sukienkę, taką, która nie krzyczała ceną, a raczej dobrym gustem. Miała ją na sobie lata temu na kolacji charytatywnej dla Szpitala Ogólnego, kiedy Diego wciąż prosił ją o przejrzenie jego prezentacji i poprawienie przemówień przed spotkaniem z inwestorami.
Tego wieczoru jednak patrzył na nią, jakby była skazą na idealnym zdjęciu.
„Suknia jest w porządku” – odpowiedziała Mariana, starając się zachować spokój. „W zaproszeniu jest napisane: strój formalny”.
Diego zaśmiał się krótko i sucho.
„Formalny nie znaczy stary. Dzisiaj będą tu dyrektorzy VitaNova, lekarze konsorcjum i inwestor, którego od miesięcy próbuję sfinalizować. Nie mogę się z tobą tak pojawić”.
W ten sposób.
Słowa uderzyły ją jak lodowata woda.
W drzwiach kuchni Lupita, kobieta, która pracowała w tym domu od lat, spuściła wzrok. Mariana czuła się bardziej zawstydzona obecnością świadków niż samą zniewagą.
„Miesiąc temu powiedziałeś mi, że chcesz, żebym poszła z tobą” – powiedziała Mariana.
„Miesiąc temu myślałam, że zrozumiesz wagę dzisiejszego wieczoru”.
Diego zdjął kurtkę z wieszaka.
„Valeria już jest na zewnątrz. Zna cały projekt i może rozmawiać z każdym, nie wystawiając mnie na pośmiewisko”.
Mariana odwróciła głowę w stronę okna.
Przed wejściem czekał czarny samochód. Na tylnym siedzeniu Valeria Montes, dyrektor ds. sojuszy strategicznych w firmie Diego, poprawiała włosy na złotej sukience. W jej uszach błyszczały diamentowe kolczyki, które Mariana natychmiast rozpoznała.
Widziała je trzy tygodnie wcześniej na wyciągu z rodzinnej karty kredytowej.
Diego powiedział jej, że to „prezent firmowy dla zagranicznej firmy konsultingowej”.
Mariana wzięła głęboki oddech.
„Zapłaciłaś za te kolczyki z naszego konta”.
Diego nawet nie mrugnął.
„Nie zaczynaj”.
„Mówiłaś, że są dla firmy konsultingowej”.
„Valeria, ucinając spotkania, nawet byś nie zrozumiała. Niektóre wydatki są częścią rozwoju”.
„A zabranie jej na galę też jest częścią rozwoju?”
Po raz pierwszy Diego przestał się uśmiechać.
„To część nienoszenia ciężaru kogoś, kto został w tyle”.
Mariana spojrzała na niego. Nie krzyczała. Nie płakała. Coś w jej milczeniu zdawało się go drażnić bardziej niż scena.
„Byłam z tobą, kiedy firma była wynajętym biurem w dzielnicy Del Valle” – powiedziała. „Tłumaczyłam umowy, dzwoniłam do lekarzy, przygotowywałam akta, załatwiałam ci pierwsze spotkania”.
„I dziękowałam ci za to. Ale to było wcześniej. Teraz TecnoSalud Santillán jest na innym poziomie”.
Podeszła do drzwi.
„Zostań. Lupita może ci pomóc we wszystkim. Porozmawiamy, kiedy wrócę”.
„Przedstawisz ją jako swoją partnerkę?”
Diego spojrzał na nią przez ramię.
„Przedstawię ją taką, jaka jest: kobietą, która rozumie, dokąd zmierzam”.
Potem otworzył drzwi i wyszedł.
Mariana usłyszała, jak silnik znika na wysadzanej drzewami ulicy. Przez kilka sekund w domu panowała taka cisza, że nawet zegar w korytarzu zdawał się tykać.
Lupita ostrożnie podeszła.
„Pani Mariano… czy mam pani zrobić herbatę?”
Mariana pokręciła głową.
„Nie. Muszę zadzwonić”.
Poszła na górę do gabinetu, z którego Diego prawie nigdy nie korzystał. W dolnej szufladzie biurka trzymała stary telefon komórkowy, którego nie włączała, odkąd postanowiła wyjść z cienia rodziny.
Trzy lata wcześniej Mariana wyszła za mąż za Diego wbrew woli ojca, Arturo Rivasa, założyciela Grupo Armenta Capital, jednego z najbardziej wpływowych meksykańskich funduszy inwestycyjnych w sektorze medycznym. Diego wiedział, że jego teść „pracuje w finansach”, ale Mariana nigdy nie zdradziła mu więcej.
Chciała wiedzieć, czy ktoś mógłby ją pokochać bez jej nazwiska.
Tej nocy, dzwoniąc, zdała sobie sprawę, że mogła pomylić miłość z dobrze skrywanym głodem.
Połączenie nastąpiło po drugim dzwonku.
„Mariana” – powiedział głos jej ojca, jakby czekał na ten telefon od lat.
Zamknęła oczy.
„Tato… idziesz dziś wieczorem na Narodową Galę Innowacji Medycznych?”
Zapadła krótka cisza.
„Tak. Dziś wieczorem miałam ogłosić dużą inwestycję w TecnoSalud Santillán”.
Palce Mariany zmarzły.
„Firma Diego?”