Koniec
Po słowach Bianki w pokoju zapadła cisza cięższa niż jakikolwiek krzyk.
Victor Romano powoli uniósł wzrok.
Po raz pierwszy w życiu ujrzał swoją córkę nie jako posłuszną dziedziczkę, nie jako strategiczne narzędzie, nie jako nosicielkę rodowego nazwiska.
Ale jako kobietę.
Jako kobietę, którą sami zniszczyli.
Ale Lucille po prostu poprawiła swój sznur pereł.
„Nie dramatyzuj, Bianco. To nie kara. To rozwiązanie.”
„Rozwiązanie?”
Bianca uśmiechnęła się gorzko.
„Zniszczyłaś mi życie, a teraz mówisz, że rozwiązaniem jest sprzedanie mnie komuś innemu?”
Mimika Victora stwardniała.
„Uważaj na słowa.”
W przeszłości to zdanie by go powstrzymało.
W przeszłości Bianca spuściłaby głowę.
Ale teraz po prostu patrzyła na ojca.
„Dlaczego?”
Pytanie zabrzmiało cicho.
Ale było głośniejsze niż ktokolwiek inny.
„Dlaczego mnie okłamałaś?”
Pokój zamarł.
Oczy Lucille zamigotały na chwilę.
Tylko na chwilę.
Ale Bianca to zauważyła.
Bo przez dwanaście lat obserwowała reakcje innych ludzi.
Odczytała twarze za stołami konferencyjnymi.
Dostrzegła szczegóły, których inni nie dostrzegali.
„Co masz na myśli?” zapytał Victor.
Bianca nie odpowiedziała od razu.
Po prostu wyjęła telefon.
Otworzyła plik.
„Mam na myśli, że dr Ferris kłamał”.
Twarz Lucille zbladła.
„To niedorzeczne”.
„Naprawdę?”
Bianca odłożyła telefon na stół.
„To dlaczego lekarz otrzymał duży przelew z ukrytego konta w Fundacji Romano trzy miesiące temu?”
Nikt się nie ruszył.
Victor spojrzał na ekran.
Potem na Lucille.
I w tym momencie Bianca zobaczyła…
Strach.
Nie u swojej córki.
Ale w jej matce.
Prawda powoli wychodziła na jaw.
Problemem nie było ciało Bianki.
Nie była bezpłodna.