Rita pierwsza wybiegła do salonu, a na podłodze obok telewizora leżały odłamki szklanej wazy – tej wysokiej, dymnoszarej, którą podarowała jej mama na trzydzieste urodziny, a młodszy bratanek stał obok boso i ryczał, choć nie miał na sobie żadnej rany, a starszy trzymał pilot i próbował włączyć telewizor, jakby nic się nie stało, jakby cała ta scena była tylko tłem dla jego rozrywki, która nie miała żadnego znaczenia w obliczu chaosu, który właśnie zapanował w tym domu. Rita ostro powiedziała do młodszego, żeby się nie ruszał, podniosła dziecko i postawiła na kanapie, z dala od odłamków, a Żanna pojawiła się w drzwiach, spojrzała na bałagan i z niezadowoleniem cmoknęła, mówiąc, że Rita krzyczy i straszy dziecko, choć dziecko nie zostało ranne, a Rita, która patrzyła na puste miejsce na półce, gdzie jeszcze minutę stał prezent od matki, czuła, że w jej wnętrzu jest dziwnie cicho, że nie ma w niej zwykłego pragnienia, by się kłócić, udowadniać, tłumaczyć, dlaczego cudze dzieci nie powinny biegać po mieszkaniu, otwierać szafek i chwytać wszystkiego, co wpadnie im w ręce, i że nie chce nawet żądać przeprosin, bo jej cierpliwość nie pękła, ale po prostu się skończyła, jak woda w czajniku, który zapomniano wyłączyć – najpierw wrze, potem paruje, a w środku zostaje suchy rozżarzony metal, który nie ma już nic do oddania, a który tylko czeka, by ostygnąć w spokoju, którego mu odmawiano przez tak długi czas.
Zawołała Wadima, ale z sypialni nie dobiegł żaden dźwięk – podeszła do drzwi i otworzyła je, a mąż siedział w słuchawkach przed monitorem, na ekranie płonęła gra, a on szybko zwinął okno i zrobił poważną minę, pytając, co się stało, a gdy powiedziała, że jego bratanek rozbił wazę jej matki, on tylko wzruszył ramionami, mówiąc, że dzieci tak mają, i że to się zdarza, a gdy poprosiła, żeby posprzątał odłamki, powiedział, że jest zajęty, a gdy zapytała, czym, odpowiedział, że ma pracę, a ona, która spojrzała na otwartą ikonę gry na dole ekranu, wiedziała, że to nie jest praca, ale on, który poczerwieniał, powiedział, że tylko na chwilę się rozproszył, a ona odpowiedziała, że teraz może się rozproszyć przez dziesięć minut i posprzątać szkło, bo to on, a nie ona, powinien zająć się konsekwencjami zachowania swoich gości, którzy przyjechali bez zapowiedzi i bez pytania, czy ona ma ochotę na ich wizytę, która miała trwać cztery dni, a która dla niej była tylko kolejnym obowiązkiem do wykonania, bez żadnego uznania dla jej wysiłków i poświęceń, które były dla nich tylko czymś oczywistym, co im się należało, bo byli rodziną, a rodzina to świętość, której nie można kwestionować ani odmawiać jej tego, czego pragnie.