CZĘŚĆ 2
Przez kilka sekund nie mogłam się ruszyć.
Deszcz bębnił o dach wejścia do hotelu. Wokół nas urzędnicy, pracownicy i Maya obserwowali scenę zmieszani.
Znów spojrzałam na dokument.
Adrian Blake.
Sophia Bennett.
Data była taka sama, jak dzień mojego wyjazdu z kraju.
„To fałsz” – powiedziałam.
Claire pokręciła głową.
„Nie do końca”.
„Co to znaczy?”
„To znaczy, że Adrian wykorzystał dokumenty, które podpisałeś lata temu, aby zarejestrować ślub cywilny”.
Wpatrywałam się w nią.
Kiedy miałam dwadzieścia dwa lata, mój ojciec przeszedł kryzys finansowy. Aby uchronić nas przed utratą domu rodzinnego, Adrian zaoferował pomoc w restrukturyzacji.
Podpisałam dziesiątki dokumentów, nie czytając ich.
Ufałam mu.
Podpisałabym wszystko, co by mi postawił.
„Ceremonia” – kontynuowała Claire – „nigdy nie była legalnym ślubem. To była farsa zaaranżowana przez nasze rodziny”.
Poczułam, jak powietrze uchodzi mi z płuc.
„Widziałam, jak wymieniają się obrączkami”.
„Bo tata chciał, żeby wszyscy uwierzyli, że Adrian mnie poślubił”.
Claire zacisnęła palce na teczce.
„Firma taty była na skraju bankructwa. Rodzina Blake’ów zgodziła się ją uratować jedynie poprzez sojusz małżeński. Ale Adrian odmówił ślubu ze mną”.
„Nie wydawał się odmawiać, kiedy zobaczyłam go przy ołtarzu”.
„Bo byłaś tam”.
To zdanie uderzyło mnie mocniej, niż byłam gotowa przyznać.
Claire powoli wstała.
„Adrian zgodził się wziąć udział w ceremonii, żeby zmusić cię do wydania go”.
Zaśmiałam się sucho.
„A więc zadziałało”.
„To nie był plan Adriana. To był plan taty.
Naszego ojca.
Człowieka, którego szczątki wróciłam, żeby się przeprowadzić”.
Claire wyjaśniła, że tata odkrył, jak bardzo jestem emocjonalnie zależna od Adriana. Bał się, że rzucę szkołę i zmarnuję możliwości, jakie zyskałam w Europie.
Wiedział też, że Adrian mnie kochał.
Nie jak młodszą siostrę.
Nie jak przyjaciółkę rodziny.
Kochał mnie z taką intensywnością, że według niego mogło nas oboje zniszczyć.
Dlatego zawarli umowę.
Adrian będzie udawał zaręczonego z Claire.
Ja odejdę.
Rodzinny biznes zostanie uratowany.
A on będzie trzymał dystans, dopóki nie zbuduję własnego życia.
„To nie ma sensu” – powiedziałam. „Odrzucał mnie przez osiem lat”.
„Bo poznał cię, kiedy miałaś piętnaście lat, a on dwadzieścia trzy. Wydawało mu się niewłaściwe, żeby się do ciebie zbliżać. Potem, kiedy skończyłaś osiemnaście lat, byłaś już od niego emocjonalnie uzależniona. Uważał, że akceptowanie twoich uczuć byłoby wykorzystywaniem cię”.
Pamiętałam każde odrzucenie.
Każde odwrócone spojrzenie.
Za każdym razem, gdy wydawało mi się, że widzę czułość, zanim jej twarz znów stwardniała.
„A ten rzekomy ślub?”
„Tata obiecał, że cię tam nie będzie”.
Ale byłam.
Przyszłam do kościoła nieproszona, ubrana w niebieską sukienkę i niosąc prezent, którego nigdy nie dałam.
Widziałam Adriana przy ołtarzu.
On też mnie widział.
Doskonale pamiętałam, jak na sekundę zamarł.
Odczytałam jego wyraz twarzy jako zaskoczenie.
Teraz wiedziałam, że to było przerażenie.
„Kiedy uciekłaś z kościoła” – powiedziała Claire – „Adrian opuścił ceremonię. Nie poczekał nawet, aż skończą się zdjęcia. Pobiegł za tobą”.
Dziewięćdziesiąt trzy wiadomości.
„Błagam cię”.
Nie to lotnisko.
Zmusiłam się, żeby mówić spokojnie.
„Nic z tego nie wyjaśnia aktu”.
Claire otworzyła teczkę na innej stronie.