CZĘŚĆ 1
„Zajmij się starszą panią w pokoju na zapleczu”.
Tak brzmiała notatka, którą Regina znalazła pod szklanką whisky męża, napisana szybkim, niedbałym pismem Andrésa, jakby zostawiał instrukcje dotyczące zgaszenia światła lub wyniesienia śmieci.
Regina właśnie wróciła z pięciodniowej podróży do Monterrey. Spędziła tydzień na finalizowaniu umowy z siecią prywatnych szpitali i jedyne, czego pragnęła, to zrzucić buty na obcasach, wziąć gorący prysznic i spać bez telefonów, e-maili ani pilnych spotkań.
Ale kiedy otworzyła drzwi swojego domu w Coyoacán, wiedziała, że coś jest nie tak.
Zasłony były zaciągnięte w środku dnia. W salonie unosił się zapach zepsutego jedzenia, wilgoci i tanich perfum. Na stole w jadalni stały dwie brudne szklanki, prawie pusta butelka i kilka zgniecionych niedopałków papierosów na porcelanowym talerzu. Andrés nienawidził, gdy ktoś palił w domu.
A przynajmniej tak mówił, kiedy chciał wyglądać przyzwoicie.
Regina zostawiła walizkę przy wejściu i zimnymi palcami podniosła karteczkę.
„Zaopiekuj się staruszką w pokoju na zapleczu”.
Nie było na niej napisane „moja babcia”. Nie było na niej napisane „Doña Mercedes”. Nie było na niej napisane „proszę”.
Po prostu „staruszka”.
Pokój na zapleczu był pomieszczeniem, którego prawie nigdy nie używali. Kiedyś była to mała biblioteka, dopóki babcia Andrésa, Mercedes Salvatierra, mająca osiemdziesiąt trzy lata, nie zamieszkała z nimi, rzekomo na dwa tygodnie, podczas remontu ich domu w Valle de Bravo.
To było sześć miesięcy temu.
Regina chciała zatrudnić pielęgniarkę, przystosować łazienkę, kupić jej łóżko szpitalne. Andrés zawsze powtarzał jej, że przesadza.
„Moja babcia ma się dobrze. Chce tylko uwagi”.
Jego teściowa, Graciela, powiedziała to samo z kamiennym uśmiechem.
„Stare kobiety dramatyzują, Regina. Nie rób z tego przesady”.
Ale zbliżając się do korytarza, Regina zobaczyła ciężkie krzesło wciśnięte w drzwi, jakby ktoś próbował uniemożliwić wyjście słabej osobie… albo wejście komuś z sumieniem.
Z trudem odepchnęła krzesło i otworzyła drzwi.
Serce jej zamarło.
Doña Mercedes leżała na boku na wąskim łóżku, ledwo przykryta cienkim kocem. Jej usta były spierzchnięte, skóra na kościach policzkowych zapadnięta, a posiniaczona kostka wystawała spod prześcieradła. Na stole, zbyt daleko, by mogła dosięgnąć, stał talerz z zimnym rosołem i suchym chlebem.
„Doña Mercedes…”
Oczy staruszki gwałtownie się otworzyły. Nie były zdezorientowane. Były szeroko otwarte, przenikliwe i przepełnione przerażeniem.
Regina podbiegła do niej i wzięła ją za rękę.
„Zadzwonię po karetkę”.
Staruszka ścisnęła jej dłoń z niewiarygodną siłą.
„Jeszcze nie” – wyszeptała. „Najpierw musisz zobaczyć, co zrobili”.
Regina zamarła.
„Kto?”
Doña Mercedes z trudem łapała oddech.
„Twój mąż… i jego matka”.
Cisza gęstniała.
Regina chciała wierzyć, że to majaczenie, gorączka, wyczerpanie. Rozpaczliwie pragnęła w to uwierzyć, bo alternatywa była zbyt potworna.
„Co ja mam z tym wspólnego?”
Doña Mercedes ledwo co spojrzała na antyczną mahoniową szafę.
„Za nią”.
Regina odepchnęła szafę, zostawiając ślady na podłodze. Za nią, zaklejony czarną taśmą, znajdował się dyktafon cyfrowy. Pod spodem gruba teczka przewiązana czerwoną gumką.
Kiedy ją otworzyła, poczuła, jak coś mrocznego ściska ją za gardło.
Były tam wyciągi bankowe, akty notarialne, pełnomocnictwa i wnioski bankowe. Dom Doñi Mercedes w Valle de Bravo został wymieniony jako przeniesiony na Andrésa. Było tam również konto inwestycyjne z ponad szesnastoma milionami pesos. Potem znalazła dokumenty z własnej firmy: upoważnienia do przeniesienia czternastu milionów pesos z rezerw korporacyjnych do spółki prywatnej.
Na każdej stronie widniał jej podpis.
Perfekcyjny podpis.
Podpis, którego Regina nigdy nie używała.
Jej ręce drżały, gdy włączała dyktafon.
Głos Andrésa był czysty, spokojny i odpychający.
„Kiedy Regina wróci, będzie zbyt zajęta sprzątaniem bałaganu po staruszce, żeby sprawdzić przelewy”.
Potem rozległ się głos Gracieli.
„A kiedy Mercedes umrze, powiemy, że Regina trzymała ją w zamknięciu. Policja pomyśli, że ambitna synowa ją zaniedbała. Nikt nas nie będzie podejrzewał”.
Regina poczuła, jak ulatuje z niej powietrze.
Doña Mercedes spojrzała na nią, a w jej oczach pojawiły się łzy.
„Dali mi krople do herbaty, żeby mnie zmylić. Andrés powiedział wszystkim, że wydałaś zakaz wpuszczania mnie do środka”.
Regina przypomniała sobie dziwne telefony Andrésa podczas podróży. „O której lądujesz?” „Jedziesz prosto do domu?” „Czy twój księgowy ma dostęp do kont?” Przypomniała sobie również wiadomość od administratora: „Jest jakieś dziwne upoważnienie, podpisałeś je?”
Nie odebrała, bo była na spotkaniu.
Teraz zrozumiała.
Wyjęła telefon komórkowy i zadzwoniła do Lucíi Rivas, swojej prawniczki korporacyjnej.
„Potrzebuję pilnego nakazu zabezpieczenia dowodów” – powiedziała Regina cicho, ale stanowczo. „Kamery bezpieczeństwa, wyciągi bankowe, dokumentacja medyczna, e-maile, wszystko”.
Lucia nie wahała się.
Bezsensowne pytania.
„Czy jest pani w niebezpieczeństwie?”
Regina spojrzała na staruszkę, na zimny talerz, na jej sfałszowany podpis.
„Tak.”