CZĘŚĆ 2
Kiedy dotarłam do mieszkania, Ethan już czekał przy drzwiach.
Miał na sobie tę samą koszulę co poprzedniej nocy. Miał potargane włosy i cienie pod oczami.
Wyglądał, jakby nie spał.
„Co masz na myśli mówiąc, że wychodzisz?” zapytał, gdy tylko mnie zobaczył.
Przeszłam obok niego, nie odpowiadając.
Sophie siedziała na sofie, owinięta w koc, który kupiłam podczas naszej pierwszej wspólnej zimy.
Na stole stała filiżanka herbaty i butelka lekarstw.
Scena była tak intymna, że przez chwilę czułam się, jakbym wchodziła do domu innej pary.
Sophie wstała.
„Emmo, mogę to wyjaśnić”.
„To nie jest konieczne”.
„Miałam wczoraj gorączkę. Ethan mi tylko pomógł”.
„Wiem”.
Moja obojętność zdawała się ją dezorientować bardziej niż jakiekolwiek krzyki.
Przez długi czas oboje przyzwyczaili się do mojego narzekania, płaczu i żądań wyjaśnień. Mój ból był dla nich idealną sceną, na której mogli pokazać, jak rozsądni i niewinni są.
Ale tego ranka nie miałam o co się kłócić.
Poszłam do pokoju i wzięłam walizkę z szafy.
Ethan poszedł za mną.
„Przesadzasz”.
Złożyłam bluzki i starannie je spakowałam.
„To możliwe”.
„To wszystko przez parasol to absurd”.
„Nie wyjdę przez parasol”.
„To dlaczego?”
Podniosłam wzrok.
„Bo przez trzy lata sprawiałeś, że czułam, że kochanie siebie to coś wstydliwego”.
Wyraz jego twarzy się zmienił.
„To niesprawiedliwe. Trzymaliśmy ten związek w tajemnicy, bo pracowaliśmy w tej samej firmie. Chciałam uniknąć problemów”.
„Byłeś moim przełożonym, kiedy zaczynaliśmy, ale przestałeś nim być ponad rok temu”. Mimo to wciąż temu zaprzeczałeś.
„Plotki mogą nam zaszkodzić”.
„Wczoraj nie wydawałeś się przejmować plotkami, kiedy wszyscy myśleli, że Sophie jest twoją dziewczyną”.
Ethan otworzył usta, ale nie mógł znaleźć odpowiedzi.
Nie przestawałem pakować swoich rzeczy.
„Kiedy ludzie żartowali z was dwojga, uśmiechałeś się. Kiedy wrzucali zdjęcie, nie prosiłeś, żeby je usunęli. Chodziłeś z nią pod parasolem, jakby była najważniejszą kobietą na świecie”.
„Po prostu starałem się, żeby ludzie nas nie podejrzewali”.
Przerwałem.
To wyjaśnienie było jeszcze bardziej okrutne, niż sobie wyobrażałem.
„Chroniłeś ją, żeby mnie ukryć?”
„Nie mów tak”.
„Jak mam to ująć?”
„Sophie jest twoją najlepszą przyjaciółką. Myślałem, że zrozumiesz”.
Sophie pojawiła się w drzwiach.
„Emma, przysięgam, że nie chcę niczego od ciebie brać”.
Spojrzałam na nią.
Miała na sobie jeden z szarych T-shirtów Ethana.
„To zacznij od zdjęcia mu ubrań”.
Spojrzała na swoje ciało i zbladła.
„Moja sukienka była mokra. Pożyczył mi to”.
„Oczywiście”.
Ethan zrobił krok w moją stronę.
„Nic się nie stało”.
„To nigdy nie było problemem”.
Zamknęłam walizkę.
„Nigdy nie musiałam cię zastać razem w łóżku. Wystarczyło mi, że widziałam, że za każdym razem, gdy ona czegoś potrzebowała, byłeś przy mnie. A za każdym razem, gdy ja cię potrzebowałam, prosiłaś mnie o zrozumienie”.
Ethan próbował złapać mnie za nadgarstek, ale się odsunęłam.
„Emma, porozmawiamy, gdy się uspokoisz”.
„Jestem spokojniejsza niż kiedykolwiek”.
„Nie możesz tak zakończyć trzyletniego związku”.
„Trzymałeś to już trzy lata. Właśnie oficjalnie podejmuję decyzję”.
Zaciągnąłem walizkę do wejścia.
Sophie zaczęła płakać.
„Jeśli odejdziesz z mojego powodu, mogę się wyprowadzić już teraz”.
„Nie odejdę z twojego powodu”.
Wpatrywałem się w nią.
„Odchodzę, bo ktoś, kto naprawdę mnie kocha, nigdy nie zmusiłby mnie do konkurowania z jego rzekomą przyjaźnią”.
Twarz Ethana stwardniała.
„Dokąd idziesz?”
„To nie twoja sprawa”.
„Oczywiście, że tak. Jestem twoim chłopakiem”.
„Nie. To ty przez trzy lata prosiłeś mnie, żebym udawał, że nim nie jesteś”.
Otworzyłem drzwi.
W tym momencie jego telefon zawibrował na stole.
Ekran się rozświetlił.
To był firmowy czat.
Ktoś znowu udostępnił zdjęcie z parasolem z wiadomością:
„Najbardziej oczywista para w biurze”.
Ethan szybko chwycił telefon i zignorował powiadomienie.
Uśmiechnęłam się.
„Gratulacje. W końcu udało ci się nawiązać kontakt z opinią publiczną, o jakim marzyłaś”.
Wyszłam, nie oglądając się za siebie.
Pierwsze kilka dni było dziwnie spokojne.