Katarzyna postawiła na stole patelnię z gorącymi ziemniakami i usiadła naprzeciwko Tryfona. Jadł w milczeniu, szybko i bez podnoszenia wzroku. Ona obserwowała go uważnie i czekała, bo czuła, że ta rozmowa w końcu się zacznie.
„Oddawaj mi całą pensję”
— Katarzyno — zaczął Tryfon, odkładając talerz. — Pomyślałem, że trzeba zmienić zasady w rodzinie.
— Jakie zasady? — uśmiechnęła się lekko. — Co ci nie pasuje?
— Jesteśmy małżeństwem czwarty rok. Oboje zarabiamy, a i tak wszystko jest osobno. Nie ma wspólnego budżetu. Każdy żyje po swojemu.
— Zawsze tak było. Ja płacę rachunki i zakupy, ty swoje wydatki. Działało, prawda?
— Nie działa — powiedział twardo. — Od teraz zaczynasz oddawać mi pensję. Całą. Do ostatniego grosza. Tak jest w porządnej rodzinie.
Katarzyna zastygła z widelcem w dłoni. Przez chwilę patrzyła na męża, próbując zrozumieć, czy żartuje. Ale on był całkiem poważny.
— Chcesz, żebym oddawała ci wszystko, co zarabiam? A z czego mam żyć?
— Będę ci wydawał pieniądze na potrzeby. Ile trzeba, tyle dostaniesz.
— „Będziesz wydawał”? — powtórzyła wolno. — Tryfonie, ty mówisz serio?
— Oczywiście. Mężczyzna powinien zarządzać finansami. Tak mówił mój ojciec. I dziadek też tak żył.
Rodzinna narada
Katarzyna nie odpowiedziała od razu. Coś w całej tej rozmowie było niepokojące, więc postanowiła najpierw zrozumieć, skąd ten pomysł. Następnego wieczoru Tryfon przyprowadził ojca. Za nim wszedł także młodszy brat, Borys. Wszyscy weszli do mieszkania z minami ludzi przekonanych, że przychodzą przywrócić właściwy porządek.
— Katarzyno! — teść rozłożył ręce. — Cóż za piękność! Herbatki by się napiło, co?
— Już robię — odpowiedziała spokojnie.
Giennadij zajął miejsce na czele stołu, jakby był u siebie. Borys usiadł obok, a Tryfon stanął przy ścianie, jak ktoś, kto przyprowadził wsparcie.
— Syn mi opowiedział o waszej rozmowie — zaczął teść. — I powiem prosto: ma rację.
— W czym dokładnie? — zapytała.
— W tym, że żona powinna oddawać pieniądze mężowi. Moja matka oddawała ojcu. Ja od swojej żony też tego wymagałem.
— To nie jest porządek — odparła Katarzyna. — To kontrola.
Borys prychnął, a Giennadij uderzył dłonią w stół.
— Jaka kontrola? Jesteś żoną Tryfona. Wszystko powinno być wspólne!
— Wspólne są wydatki. Moja pensja jest moja, jego pensja jest jego. Dzielimy obowiązki po równo.