Otworzyłam pierwsze zdjęcie przesłane przez Oskara.
X
Był to zrzut rozmowy z grupy, do której należeli Bartosz i jego najbliżsi koledzy.
Bartosz napisał:
„Po ślubie Kalina dostanie udziały w firmie. Jej rodzice nie mają innych dzieci, więc kiedyś wszystko będzie nasze.”
Ktoś odpowiedział:
„A jeśli zapiszą majątek tylko na nią?”
„Dlatego trzeba dobrze rozegrać zaręczyny. Jej ojciec mnie lubi. Liczę, że dorzuci nam większość pieniędzy na dom.”
W kolejnej wiadomości Bartosz przesłał zdjęcie nieruchomości wystawionej za ponad milion złotych.
„Kalina chce mieszkanie, ale ja nie zamierzam gnieździć się w bloku, skoro jej rodzice mogą zapłacić za dom.”
Czytałam wiadomości pod kocem termicznym, a funkcjonariuszka siedząca obok obserwowała moją twarz.
— Zna pani nadawcę? — zapytała.
— Miał być świadkiem na naszych zaręczynach.
Oskar przesłał również wiadomość głosową. W tle słychać było muzykę i rozmowy, jakby nagranie powstało podczas spotkania w pubie.
Głos Bartosza brzmiał wyraźnie:
— Kalina jest w porządku, ale nie oszukujmy się, sama pensja w biurze nie robi z niej dobrej partii. Najważniejsze, że jej ojciec ma firmę, magazyny i ziemię. Trzeba myśleć przyszłościowo.
Poczułam mdłości.
Człowiek, którego przez rok broniłam przed własnymi rodzicami, oceniał mnie jak inwestycję.
Funkcjonariusze zawieźli mnie najpierw do punktu medycznego. Lekarz stwierdził stłuczenie biodra, otarcie dłoni i silne wychłodzenie. Wszystko zostało opisane w dokumentacji.
Potem złożyłam zeznania.
Nagranie z monitoringu autostrady potwierdziło, że samochód zatrzymał się na pasie awaryjnym, Bartosz otworzył drzwi od mojej strony, wyciągnął mnie na zewnątrz, a następnie odjechał.
Nie wysiadłam dobrowolnie.
Nie pokłóciliśmy się przy bezpiecznym parkingu.
Zostawił mnie na trasie podczas opadów śniegu z deszczem.
Daria przyjechała razem z moimi rodzicami. Mama, gdy zobaczyła koc termiczny i mokre włosy, bez słowa objęła mnie tak mocno, że zabolało mnie stłuczone ramię.
Ojciec przez chwilę nic nie mówił.
— Gdzie on jest? — zapytał w końcu.
— Nie wiem.
— Zadzwonię do niego.
— Nie. Najpierw posłuchajcie tego.
Odtworzyłam nagranie Oskara.
Tata siedział nieruchomo. Dopiero gdy usłyszał fragment o firmie, magazynach i ziemi, zacisnął szczękę.
— Ostrzegałem cię, że za często pyta o majątek — powiedział. — Ale nie sądziłem, że posunie się tak daleko.
— Ja też nie.
Bartosz zadzwonił dopiero wieczorem.
Nie odebrałam.
Napisał:
„Gdzie jesteś?”
Po minucie:
„Przestań robić przedstawienie. Sama doprowadziłaś do tej sytuacji, okłamując mnie.”
Potem: