„Możemy spokojnie porozmawiać, ale najpierw usuń komentarze Darii spod mojego postu.”
To Daria ujawniła, że wiadomość o bankructwie była wyzwaniem widocznym wyłącznie dla Bartosza. Napisała również, że nie chodziło o wyłudzenie pieniędzy, ponieważ firma moich rodziców działa normalnie i nie ma żadnych milionowych długów.
Pod postem Bartosza zaczęły pojawiać się pytania.
„Dlaczego zostawiłeś ją na autostradzie?”
„Skoro ją kochałeś, czemu zerwałeś natychmiast po informacji o problemach finansowych?”
„Gdzie dokładnie miała wziąć ślubne długi, skoro nie byli jeszcze małżeństwem?”
Bartosz usunął wpis.
Komentarze były już jednak zapisane.
Oskar zadzwonił do mnie następnego dnia.
— Powinienem był powiedzieć ci wcześniej — zaczął. — Myślałem, że tylko się popisuje przed kolegami. Ale kiedy zobaczyłem jego post, zrozumiałem, że naprawdę traktował wasz ślub jak transakcję.
— Dlaczego teraz mi pomagasz?
— Bo wczoraj zadzwonił do mnie i kazał potwierdzić, że od dawna wiedziałaś o bankructwie. Chciał wmówić wszystkim, że próbowałaś go oszukać.
— A ty?
— Powiedziałem, że nie będę kłamał. Wtedy zagroził, że wyrzuci mnie z wesela.
Mimo wszystkiego roześmiałam się gorzko.
— Nie będzie żadnego wesela.
Oskar zgodził się przekazać policji całą rozmowę i złożyć zeznania.
Tego samego popołudnia Bartosz dowiedział się, że bankructwo było żartem.
Zmienił się natychmiast.
Najpierw zadzwonił osiem razy. Potem wysłał zdjęcie pierścionka zaręczynowego, który zostawiłam w jego samochodzie.
„Kalina, poniosło mnie.”
„Byłem w szoku.”
„Każdy przestraszyłby się trzech milionów długu.”
„Przyjadę po ciebie. Zaczniemy od nowa.”
Gdy nie odpowiedziałam, przed domem moich rodziców pojawił się jego samochód.
Bartosz wysiadł z bukietem kwiatów. Towarzyszyli mu rodzice.
Jego matka, Elżbieta, weszła do przedpokoju bez zaproszenia.
— Usiądźmy jak dorośli ludzie — powiedziała. — Młodzi się pokłócili, ale nie będziemy przecież odwoływać zaręczyn przez jeden głupi żart.
Spojrzałam na nią.
— Wczoraj publicznie napisała pani, że dobrze, iż prawda wyszła przed ślubem.
— Bo myślałam, że wasza firma naprawdę upadła.
— Czyli gdyby upadła, zachowanie pani syna byłoby właściwe?
Elżbieta poprawiła kołnierz płaszcza.
— Małżeństwo to również odpowiedzialność finansowa. Bartosz miał prawo się przestraszyć.
— Miał prawo odmówić ślubu. Nie miał prawa wyrzucić mnie na autostradzie.
Bartosz położył kwiaty na stole.
— Nie wyrzuciłem cię. Sama wysiadłaś podczas kłótni.
Ojciec spojrzał na niego powoli.
— Powtórz to.
— Kalina była zdenerwowana. Otworzyła drzwi, a potem nie chciała wrócić do samochodu.
Wyjęłam telefon.
— Kamery pokazały coś innego.
Twarz Bartosza stężała.
— Jakie kamery?
— Monitoring autostrady. Widać, jak odpinasz mój pas i wyciągasz mnie na zewnątrz.
Elżbieta od razu wtrąciła:
— Nie róbmy z tego sprawy kryminalnej. Przecież nic poważnego się nie stało.
Położyłam na stole dokumentację medyczną.
— Miałam wychłodzenie, stłuczone biodro i otarte dłonie.
— Bartosz nie wiedział, że nie masz dokąd pójść — powiedział jego ojciec.
— Wiedział. Prosiłam, żeby zawiózł mnie na najbliższy MOP.
Bartosz spojrzał na mnie z pretensją.
— A ty wiedziałaś, że nie jesteście bankrutami. To ty mnie testowałaś.
— Tak. Zrobiłam dziecinny test. Ty udzieliłeś bardzo dorosłej odpowiedzi.
— Chcesz zniszczyć nasz związek przez jedną reakcję?
— Nie przez jedną reakcję.