Elżbieta długo patrzyła na pożółkłą kopertę. Mama napisała na niej tylko dwa słowa: „Elżbiecie. Osobiście”. Serce nagle uderzyło tak mocno, że musiała usiąść. Mama zmarła pięć lat wcześniej, a od tamtej pory Elżbieta nieraz przeglądała dokumenty. Ta koperta najwyraźniej wsunęła się między grube kartki i przez cały ten czas pozostawała niezauważona. W środku leżała kopia aktu darowizny, kilka starych rachunków i krótki list. „Córeczko, jeśli to czytasz, znaczy, że nie ma mnie już przy tobie. Nie chcę wtrącać się w twoje życie, ale chcę, żebyś pamiętała: dom to nie ściany. Dom jest tam, gdzie nikt cię nie poniża. Przepisałam mieszkanie na ciebie nie dlatego, że nie ufałam Markowi. Po prostu kobieta powinna mieć miejsce, w którym może zamknąć drzwi i nie bać się. Dbaj o siebie. I nigdy nie myl cierpliwości z miłością”. Elżbieta przeczytała list trzy razy. Za czwartym łzy w końcu popłynęły — ciche, gorące, bez szlochu. Zakryła twarz dłonią i pozwoliła sobie płakać tak długo, jak tego potrzebowała. Nie przez Marka. Przez mamę, która wszystko zrozumiała przed nią.
I przez siebie — tę, która tak długo starała się być wygodna, żeby jej nie porzucono. Rano Marek wyszedł, rzucając z korytarza: — Wieczorem wrócę późno, spotkanie. — Oczywiście — odpowiedziała Elżbieta. Poczekała, aż zatrzasną się drzwi wejściowe, i od razu zadzwoniła do Ewy. W południe siedziały już w jej kancelarii. Elżbieta położyła na stole teczkę, aktualny odpis księgi wieczystej, wyciągi bankowe, faktury za kuchnię, panele i tapety. Za wszystko płaciła swoją kartą. Marek kiedyś lubił powtarzać, że gotówka to „prawdziwe pieniądze”, lecz nie zachował ani pokwitowań, ani umów, ani dowodów swoich nakładów. Ewa przeglądała dokumenty uważnie, bez pośpiechu. — W sprawie mieszkania masz mocną pozycję — powiedziała w końcu. — Co do samochodu i wspólnych oszczędności, można się porozumieć. Ale sprawdziłabym jeszcze rachunki. I, Elżbieta, na wszelki wypadek zmień hasła: do banku, poczty, mObywatela. Nie z zemsty. Ze zdrowego rozsądku. — Nie chcę walczyć. — To nie ty zaczęłaś wojnę. Ale bronienie siebie nie jest wojną. Tego samego dnia Elżbieta zamówiła nowy odpis z księgi wieczystej, sfotografowała dokumenty i wysłała kopie Ewie.