Ciąg dalszy historii

Eliza patrzyła na ekran przez kilka sekund, jakby decydowała, czy otworzyć te drzwi — już nie do mieszkania, ale do czegoś znacznie mniej przyjemnego. W końcu odebrała. — Tak, Łukasz. — Eliza — jego głos był napięty — wszystko u ciebie w porządku? Krótko się uśmiechnęła. — To zależy, co uznajesz za „w porządku”. W moim mieszkaniu jest twoja mama z walizkami i Klara, która prawie zdążyła się wprowadzić. Zapadła cisza. Zbyt długa. — Ja… prosiłem mamę, żeby wpadła — powiedział w końcu. — Nie odbierałaś. — Wpadła — powtórzyła miękko Eliza. — Nie zamieszkała. Małgorzata nerwowo podeszła bliżej, próbując usłyszeć każde słowo. — Łukasz — wtrąciła ostro — zrobiłam wszystko, jak mówiłeś! Tu w ogóle nie wiadomo, co się dzieje! Ona wraca późno, nie odbiera— — Mamo, poczekaj — przerwał jej. I to „poczekaj” zabrzmiało inaczej. Bez zwykłej uległości. Eliza to zauważyła. — Dałeś im klucze, żeby tu mieszkały? — zapytała wprost. Znów cisza. — Nie. Klara opuściła wzrok. Małgorzata wyprostowała się gwałtownie. — Łukasz, ty mówisz poważnie? Ja dla ciebie— — Mamo, nie — powiedział już twardziej. — Prosiłem tylko, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Nic więcej. Cisza stała się ciężka, niemal namacalna. Eliza powoli wypuściła powietrze. — W takim razie sprawa jest prosta — powiedziała. — Powiedz im to teraz. I niech wyjdą. — Mamo, Klara… musicie wyjść — powiedział Łukasz bez patosu, ale stanowczo. Małgorzata pobladła. — Wybierasz ją? — wyszeptała. — Wybieram zdrowy rozsądek — odpowiedział. To było nieoczekiwane. Nawet dla Elizy.