Ciąg dalszy historii

— Anna, ty mówisz poważnie? — głos Marka był cichy, ale po raz pierwszy od dawna było w nim coś konkretnego. Anna spojrzała na niego tak samo spokojnie: — Jak najbardziej. Eleonora gwałtownie wstała: — To ona cię nakręciła! Nigdzie nie jedziesz! To twój dom! — Nie, mamo — Marek powoli się podniósł. — To twój dom. To proste zdanie zabrzmiało głośniej niż krzyk. Klara przesunęła talerz, jakby chciała stać się niewidzialna. Sąsiadka wbiła wzrok w stół. — Ja tu… po prostu mieszkałem — kontynuował Marek, unikając spojrzenia matki. — A ona ciągnęła wszystko. — Ach tak?! — Eleonora prawie się dusiła. — Czyli już nikomu nie jestem potrzebna? — Jest pani potrzebna — spokojnie odpowiedziała Anna. — Ale nie jako właścicielka czyjegoś życia. Cisza znów zawisła w powietrzu, ale inna — ciężka, ostateczna. Eleonora usiadła. Jej ręce drżały. — I co, wyjdziecie… i to wszystko? — Tak — powiedział Marek. — I to wszystko. *** Pierwszy przyszedł szybciej, niż się spodziewali. Pakowanie było ciche. Bez kłótni, bez scen. Eleonora nie wychodziła ze swojego pokoju, tylko raz powiedziała przez drzwi: — Zostawcie klucze. — Zostawimy — odpowiedziała Anna. Kiedy wynosili ostatnie pudła, Marek nagle zatrzymał się w korytarzu.