Dariusz patrzył na ekran.
Ja też.
Mama stała za mną z dłonią przy policzku.
– Pokaż – powiedziałam.
Dariusz szybko zablokował telefon.
– Co?
– Wiadomość.
– To nic.
Poczułam coś zimnego w żołądku.
– Przeczytałam.
– Iga…
– Twój brat wziął pieniądze.
– Odda.
– Twój brat wszedł do naszego mieszkania i bez pytania zabrał dwa tysiące z twojej szuflady.
– Miał klucz.
– Właśnie.
Spojrzałam na niego.
– Dlaczego ma klucz do naszego mieszkania?
– Dałem mu kiedyś.
– Bez powiedzenia mi?
– Na wszelki wypadek.
– I dzisiaj użył go, żeby wejść i zabrać pieniądze.
Dariusz westchnął.
– Sebastian jest teraz w trudnej sytuacji.
Przez sekundę naprawdę nie zrozumiałam.
– Co?
– Ma ratę do zapłacenia.
– I?
– Pożyczył.
– Nie zapytał.
– Przecież napisał, że odda.
Odwróciłam głowę do mamy.
Opuchlizna była coraz większa.
Potem znowu spojrzałam na niego.
– Przed chwilą nazwałeś moją matkę złodziejką.
Milczał.
– Uderzyłeś ją dwa razy.
– Byłem zdenerwowany.
– A teraz okazuje się, że pieniądze wziął Sebastian.
– To inna sytuacja.
I właśnie wtedy naprawdę coś we mnie umarło.
– Dlaczego?
– Bo to mój brat.
– Czyli kiedy brat bierze pieniądze bez pytania, to pożyczka.
– Nie przekręcaj.
– A kiedy moja matka nawet ich nie dotknęła, można ją uderzyć.
– Iga…
– Powiedz mi, czym różnią się te sytuacje.
– Sebastian nie jest złodziejem!
– Wziął cudze pieniądze bez zgody.
– Odda!
– Mama nie wzięła nic.
Nie odpowiedział.
Wyciągnęłam rękę.
– Telefon.
– Po co?
– Chcę zrobić zdjęcie wiadomości.
– Nie.
– Dariusz.
– Nie będziesz robiła z Sebastiana przestępcy.
– A z mojej matki zrobiłeś w ciągu pięciu minut.
Sięgnęłam po własny telefon.
– W porządku.
– Co robisz?
– Zapisuję godzinę.
– Jaką godzinę?
– Godzinę, kiedy zobaczyłam wiadomość.
– Po co?
– Żeby pamiętać.
Dariusz zrobił krok.
– Nie rób dramatu.
– Drama była wtedy, kiedy uderzyłeś pięćdziesięciopięcioletnią kobietę.
Pomogłam mamie założyć płaszcz.
Dariusz złapał mnie za ramię.
– Nigdzie nie idziesz.
Spojrzałam na jego dłoń.
Puścił.
– Jedziemy do lekarza – powiedziałam.
– Nie trzeba.
– Ty decydujesz również o tym?
– Przecież nic jej nie jest.
Mama odezwała się pierwszy raz od kilku minut.
– Boli mnie ucho.
Zamarłam.
– Mamo?
– Trochę mi szumi.
Dariusz pobladł.
– Może od stresu.
– Tym bardziej jedziemy.
Po drodze mama prawie się nie odzywała.
Siedziała obok mnie w taksówce.
Patrzyła przez okno.
– Przepraszam – powiedziałam.
Odwróciła głowę.
– Za co?
– Że cię tam przywiozłam.
– Nie mów tak.
– Gdybym…
– Iga.
Położyła dłoń na mojej.
– To nie ty mnie uderzyłaś.
Łzy napłynęły mi do oczu.
Mama ścisnęła palce.
– I nie wracaj do niego tylko dlatego, że boisz się, że przeze mnie rozpadnie ci się małżeństwo.
To było dokładnie to, czego się obawiałam.
Że będzie mnie chronić nawet teraz.
– Mamo…
– Ja przeżyję dwa policzki.
Spojrzała na mnie.
– Ale nie chcę, żeby moja córka spędziła następne trzydzieści lat przy człowieku, który uważa, że jego rodzina zawsze ma większe prawa niż ona.
Lekarz obejrzał mamę.
Na szczęście nie doszło do poważnego urazu.
Był obrzęk.
Zaczerwienienie.
Niewielkie otarcie przy uchu.
Dostaliśmy dokumentację.
Zrobiłam zdjęcia.
Lekarz zapytał:
– Zgłaszamy pobicie?
Mama spojrzała na mnie.
Powiedziałam:
– Chcę porozmawiać z policją.
Nie dlatego, że chciałam zobaczyć Dariusza w kajdankach.
Chciałam, żeby istniał ślad.
Oficjalny.
Nie kolejna rodzinna historia, którą za tydzień wszyscy opiszą jako:
„Trochę się pokłócili.”
Złożyłyśmy zawiadomienie.
Opisałyśmy dwa uderzenia.
Rozbitą porcelanę.
Oskarżenie o kradzież.
Wiadomość od Sebastiana.
Nie miałam kopii SMS-a, ale powiedziałam dokładnie, co przeczytałam.
Dariusz dzwonił siedemnaście razy.
Nie odebrałam.
Wieczorem pojechałyśmy do niewielkiego mieszkania mojej mamy.
Po śmierci ojca prawie wszystko nadal wyglądało tak samo.
Jego kapcie.
Radio.
Stary fotel.
Na półce brakowało tylko niebieskiego wazonu.
Mama weszła do salonu.
Spojrzała w stronę miejsca, gdzie kiedyś stał jego drugi, podobny dzban.
– Szkoda tamtego.
Głos jej zadrżał pierwszy raz.
Nie przez policzki.
Przez wazon.
Usiadłam obok.
– Naprawię go.
– Nie da się.
– Spróbuję.
– Iga.
– Co?
– Nie wszystko trzeba sklejać.
Spojrzała na mnie.
Nie mówiła już o porcelanie.
Następnego ranka Dariusz przyjechał.
Mama nie chciała go wpuścić.
Wyszłam przed budynek.
Stał przy samochodzie.
– Porozmawiajmy.
– Mów.
– Przepraszam.
– Kogo?
Zmarszczył brwi.
– Ciebie.
– Nie mnie uderzyłeś.
– Mamę też przeproszę.
– Teraz?
– Tak.
„Jutro wprowadzamy się do twojej willi. Andriej już dał nam klucz, więc przygotuj dwa pokoje i nie rób hałasu” – powiedziała mi szwagierka. Spojrzałam na męża i zdałam sobie sprawę, że on nie żartuje. Następnego dnia Christina przyjechała z rodziną i furgonetką pełną bagażu. Wkładając klucz do mojej bramy, Andriej szepnął do mnie: „Jeśli to zrobisz, nasze małżeństwo się skończy”. Ale było już za późno…
„Mój mąż spalił moją jedyną porządną sukienkę, żebym nie mogła pójść na jego przyjęcie z okazji awansu. Nazwał mnie „wstydem”. Ale kiedy otworzyły się drzwi wielkiej sali balowej, pojawiłam się w sposób, którego nigdy się nie spodziewał — i tamtej nocy jego świat rozpadł się całkowicie.
PO TYM, JAK DWUKROTNIE UDERZŁEM MOJĄ ŻONĘ, NIE ZOSTAŁA WIĘCEJ W DOMU MOICH RODZICÓW PRZEZ OSIEM LAT.
CZĘŚĆ 2: Pamiętnik, który zostawił po sobie mój ojciec – i rodzinna prawda ukryta między jego wierszami
Wróciłem do domu z Arabii Saudyjskiej bez uprzedzenia po pięciu latach katorżniczej pracy — i znalazłem żonę oraz syna głodujących za rezydencją, za którą zapłaciłem, podczas gdy moja matka i siostra urządzały w środku przyjęcie