Wierzyłam, że pochowałam jednego z moich bliźniaków w dniu ich narodzin. Pięć lat później, jedna chwila na placu zabaw sprawiła, że zakwestionowałam wszystko, co myślałam, że wiem o tej stracie.
Mam na imię Lana i mój syn Stefan miał pięć lat, kiedy cały mój świat wywrócił się do góry nogami.
Pięć lat wcześniej zaczęłam rodzić z przekonaniem, że urodzę bliźniaków.
Ciąża była skomplikowana od samego początku. W 28. tygodniu ciąży zalecono mi leżenie w łóżku w zmodyfikowanej pozycji z powodu nadciśnienia.
Mój ginekolog, dr Perry, powtarzał: „Musisz zachować spokój, Lano. Twój organizm pracuje na najwyższych obrotach”.
Ciąża była skomplikowana od samego początku.
Robiłam wszystko, jak należy. Jadłam to, co mi kazano, brałam wszystkie witaminy i chodziłam na wszystkie wizyty. Rozmawiałam z brzuchem każdego wieczoru.
„Czekajcie, chłopcy” – szeptałam. „Mama jest tuż obok”.
Poród nastąpił trzy tygodnie przed terminem i był trudny.
Przypomniałem sobie, jak ktoś powiedział: „Tracimy jednego”, a potem wszystko się rozmyło.
Kiedy obudziłem się kilka godzin później, dr Perry stał przy moim łóżku z poważnym wyrazem twarzy.
Tracimy jedno dziecko.