Nastolatka wymiotowała przez trzy dni z rzędu, a jej ojciec twierdził, że udaje, dopóki na izbie przyjęć nie wykrzyczała czegoś, co odebrało matce mowę: „On wie, dlaczego źle się czuję!”.
CZĘŚĆ 1
— Jeśli zabierzesz ją do szpitala z powodu tych jej scen, nie licz na to, że zapłacę choćby jedno peso.
Héctor wypowiedział to zdanie, podczas gdy moja piętnastoletnia córka, Valeria, zwijała się z bólu w łazience, oparta czołem o umywalkę, z dłonią zaciśniętą na brzuchu, jakby coś w środku ją rozrywało.
Nazywam się Marisol. Tamtej nocy zrozumiałam, że dom może mieć czyste ściany, wyprasowane firanki i rodzinne zdjęcia w salonie… a mimo to być niebezpiecznym miejscem.
Valeria wymiotowała od prawie trzech dni. Na początku mówiła, że to przez coś, co zjadła w szkole. Potem pojawiła się gorączka. Przestała jeść, przestała mówić i zaczęła chodzić przygarbiona, podpierając się o ściany, by nie upaść.
— Przesadza — mówił Héctor. — Zawsze choruje, kiedy ma klasówkę.
Ale kiedy zobaczyła, że pluje śliną z krwią, krew ścięła mi się w żyłach.
— Musimy zabrać ją na ostry dyżur — powiedziałam.
Wyrwał mi termometr z ręki.
— Nie bądź śmieszna, Marisol. To ty robisz z niej słabeusza tym nadskakiwaniem.
Zniżyłam głos. Jak zawsze. Przez lata nauczyłam się, że spokój w tym domu zależy od tego, by za bardzo mu się nie sprzeciwiać.
Ale tamtej nocy Valeria zemdlała.