Znalazłam ją leżącą obok prysznica, bladą, spoconą, z telefonem przyciśniętym do piersi. Miała wyschnięte usta i ledwo otwierała oczy.
— Mamo… nie mów tacie — wymamrotała.
To zdanie złamało mnie bardziej niż widok jej leżącej na podłodze. Moja córka nie bała się bólu. Bała się, że jej ojciec się obudzi.
Poczekałam, aż Héctor zacznie chrapać. Wzięłam trochę pieniędzy ukrytych między ręcznikami, chwyciłam kurtkę i wyszłyśmy tylnymi drzwiami, nie zapalając światła. W taksówce Valeria oparła głowę o moje ramię.
— Jeśli się dowie, będzie gorzej.
— To już nie ma znaczenia — powiedziałam, choć trzęsły mi się ręce.
Przyjechałyśmy do szpitala przed świtem. Pielęgniarka, widząc ją skuloną, natychmiast nas przepuściła.
— Od jak dawna to trwa?
— Od trzech dni — odpowiedziałam.
Pielęgniarka spojrzała na mnie z powstrzymywaną złością. Lekarz ucisnął brzuch Valerii, a ona krzyknęła tak głośno, że wszyscy na izbie przyjęć się odwrócili.