W dniu, w którym jej trzymiesięczny synek zaczął sinieć w ramionach siostry, Camille Moreau zrozumiała, że słowo „rodzina” może skrywać potwory groźniejsze niż obcy. Oficjalna rezydencja, strzeżona przez żołnierzy przy wejściu do dzielnicy Satory niedaleko Wersalu, wypełniona była śmiechem, zapachem grillowanych kiełbasek merguez, czerwonymi, białymi i niebieskimi obrusami oraz brzękiem kieliszków z okazji Dnia Bastylii. Na dole ludzie rozmawiali o wakacjach w Bretanii, cenach benzyny, reformie emerytalnej i wieczornych fajerwerkach. Na górze, w lnianym pokoju małego Gabriela, jego ciotka właśnie z uśmiechem karmiła go „specjalną” butelką.
Camille miała 28 lat, jej szczupłą sylwetkę wciąż naznaczyła trudna ciąża, a jej twarz przypominała świeżo upieczoną mamę, która słyszy swoje dziecko nawet w tłumie. Jej mąż, generał porucznik Antoine Lemaire, znany był z tego, że nigdy nie podnosił głosu, nawet podczas najbardziej napiętych spotkań w Ministerstwie Sił Zbrojnych. Posiadał spokojny autorytet mężczyzn przyzwyczajonych do szybkich decyzji, ale w stosunku do Camille znów stał się czuły, wręcz niezręczny, zwłaszcza od narodzin Gabriela. Ich syn przyszedł na świat trzy miesiące wcześniej, po czterech latach oczekiwania, dwóch fałszywych alarmach i niezliczonych nocach spędzonych na rozmyślaniu, czy życie w końcu obdarzy ich tym szczęściem.
Rodzina Camille jednak nigdy w pełni nie zaakceptowała tego szczęścia. Jej starsza siostra, Sandrine, miała 30 lat i nosiła w sobie tak głęboko zakorzenioną urazę, że zdawała się być wyryta w jej sercu. Jako dziecko Sandrine zawsze była tą, którą usprawiedliwiano. Jeśli stłukła wazon, Camille z pewnością ją zdenerwowała. Jeśli obraziła kuzynkę, to dlatego, że miała „silną osobowość”. Jeśli zrezygnowała z kursu, to dlatego, że nauczyciele byli niesprawiedliwi. Ich rodzice, Monique i Gérard, poświęcili całe życie chronieniu Sandrine przed konsekwencjami jej czynów, do tego stopnia, że każdy jej błąd zamieniali w dowód na to, że świat jest przeciwko niej.
Kiedy Camille ukończyła studia inżynierskie w Tuluzie, Sandrine powiedziała, że wszyscy jej pomagali. Kiedy Camille poznała Antoine’a podczas misji cywilnej w Balard, Sandrine mruknęła, że „dobrze wybrała mundur”. Kiedy para przeprowadziła się do bezpiecznego mieszkania, związanego z pracą Antoine’a, Sandrine szydziła z ich bramy.
„Niektórym wystarczy uśmiechnąć się do odpowiedniego mężczyzny, żeby mieć dobre życie”.
Antoine szybko dostrzegł okrucieństwo kryjące się za żartami. Kilkakrotnie radził Camille, żeby trzymała się na dystans. Camille jednak wciąż wierzyła, że dziecko może naprawić więzy. Chciała, żeby Gabriel miał wokół siebie dziadków, ciotkę i kuzynów na urodzinach. Chciała wierzyć, że więzy krwi w końcu przeważą nad zazdrością.
Ten 14 lipca miał być dniem pojednania. Camille zaprosiła 20 osób: rodziców, Sandrine i jej partnera Maxime’a, dwie ciotki, kuzynów, kilkoro sąsiadów z budynku oraz troje kolegów Antoine’a z żonami. Wszystko było przygotowane jak te rodzinne posiłki, które fotografujemy, żeby przekonać samych siebie, że jesteśmy szczęśliwi. Sałatki mieszane, tarta morelowa, trójkolorowe girlandy w ogrodzie, małe papierowe talerzyki dla dzieci. Antoine obserwował grilla, żartując z emerytowanym pułkownikiem, podczas gdy Camille wyszła z kuchni na taras z dzbankiem lemoniady w ręku.
Gabriel spał w swoim pokoju prawie godzinę. Miał spokojny sen niemowląt, które ufają światu. Camille rozstawiła elektroniczną nianię, zmierzyła mu temperaturę, zapięła lekki śpiworek i pocałowała go w czoło, zanim zeszła na dół. O 15:12 krzyk, wyższy niż zwykle, przebił się przez małe urządzenie umieszczone obok sałatki ziemniaczanej. To nie był jego krzyk głodu. To był urywany, krótki, nerwowy krzyk, jakby coś go dręczyło, a on nie potrafił tego powiedzieć.
Camille odłożyła nóż, który trzymała.
„Idę na górę”.
Ale Sandrine, już zarumieniona od aperitifu, odstawiła kieliszek na stół.
„Nieważne, pójdę. W końcu jestem jego ciotką”.
Camille zawahała się. Sandrine nigdy nie okazywała Gabrielowi zainteresowania. Trzymała go tylko dwa razy, zawsze do zdjęcia, nigdy dłużej niż 30 sekund. Ale stojąca nieopodal Monique obserwowała scenę z tym oskarżycielskim spojrzeniem, które Camille oskarżało, zanim jeszcze się odezwała.
„Butelka jest gotowa w lodówce” – powiedziała Camille. „Podgrzewa się ją w podgrzewaczu do butelek, nie w mikrofalówce”.
Sandrine uniosła rękę, nie odwracając się.