CZĘŚĆ 1
— Jeśli jeszcze raz zapytasz mnie, co robię zamknięty o czwartej rano, przysięgam, że wyprowadzę się z tego domu.
Tak powiedział mi Rafael, mój mąż, po trzydziestu pięciu latach małżeństwa.
Nazywam się Elena Torres, mam siedemdziesiąt osiem lat i przez ponad połowę życia spałam obok mężczyzny, którego, jak sądziłam, znałam na wylot. Rafael był człowiekiem pracowitym i małomównym – z tych, którzy nie robią awantur i nie pakują się w kłopoty. Wszyscy powtarzali, że miałam szczęście.
Poznałam go w 1968 roku na parafialnym festynie. On miał wtedy dwadzieścia cztery lata i pracował w fabryce części metalowych w Vallejo. Ja miałam dwadzieścia jeden i wciąż prosiłam tatę o pozwolenie na wyjście z domu. Pobraliśmy się rok później. Doczekaliśmy się dwójki dzieci: Miguela i Any. Nigdy nie opływaliśmy w luksusy, ale chleba na stole też nam nie brakowało.
Jednak Rafael miał pewien nawyk, który powoli zżerał mnie od środka. Każdego dnia, bez ani jednego wyjątku, wstawał o czwartej rano. Szedł powoli do łazienki na podwórku, zamykał się na klucz i zostawał tam przez prawie godzinę.
Na początku myślałam, że ma problemy z żołądkiem. Potem pomyślałam, że może się modli, płacze albo ukrywa jakiś nałóg. Ale nie było od niego czuć alkoholu, nie palił papierosów, nie spotykał się z kolegami, nie wracał późno. Był człowiekiem prawym. Aż nazbyt prawym.
Dziwna była nie tylko pora. Była nią cisza. Słyszałam cieknącą wodę, otwierane foliowe torby, słoiki uderzające o umywalkę. Czasami dobiegał mnie stłumiony jęk – tak cichy, jakby dławił go w sobie, żeby nikogo nie obudzić.
Gdy go o to zapytałam, zbladł.
— To moje jelita, Eleno. Nie zadawaj pytań.
I przez lata byłam posłuszna. Tak nas wychowano: żeby nie narzucać się mężowi, nie wtrącać się w sprawy, które „nie należą do nas”.
Ale to nie wszystko. Rafael nigdy nie nosił krótkiego rękawa – nawet w maju, kiedy upał w mieście lepił się do ciała jak mokra szmata. Nigdy nie zdejmował przy mnie koszuli. Podczas intymnych chwil gasił wszystkie światła. Gdy próbowałam przytulić go od tyłu, sztywniał jak głaz.
Pewnej nocy, gdy dzieci były już dorosłe, nie wytrzymałam.
— Masz inną kobietę?
Łyżka wypadła mu z dłoni i uderzyła o talerz. Spojrzał na mnie oczami pełnymi strachu.
— Nie mów tak.
— Więc powiedz mi, co ukrywasz.