CZĘŚĆ 2
Monique cofnęła się, jakby Baptiste ją uderzył.
Ale nie krzyczał.
Było gorzej.
Powiedział prawdę spokojnie, tym nowym głosem chłopca, którego nie dało się już uciszyć.
Martin wciąż trzymał paragon.
„Elise… płaciłaś za szkołę mojego brata?”
Spojrzałam na niego.
„Tak.”
„Przez osiem miesięcy?”
„Tak.”
„Dlaczego mi nie powiedziałaś?”
Poczułam gulę w gardle.
„Bo w tym domu, kiedy ktoś mówi „mama się nie zgadza”, wszyscy przestają żyć.”
Spuścił wzrok.
Monique, jak zawsze, kurczowo trzymała się gniewu.
„Zrobiłaś to za moimi plecami.”
Baptiste odpowiedział:
„Już się odwróciłaś.”
Otworzyła usta.
Nic z nich nie wydobyło.
Nigdy nie widziałem Monique bez gotowego zdania.
Spojrzała na swojego najmłodszego syna, jakby odkryła, że urósł, podczas gdy ona go pomniejszała.
„Chciałam cię chronić” – powiedziała w końcu.
Baptiste się roześmiał.
Smutnym śmiechem.
„Wysyłając mnie do rozładunku ciężarówek? Mówiąc wszystkim, że jestem leniwy? Ukrywając list z informacją o przyjęciu do szkoły?”
Zamarłem.
„Jaki list?”
Baptiste spojrzał na mnie.
„Nie wiedziałaś?”
Monique zbladła.
Martin podniósł wzrok.
„Mamo?”
Baptiste położył swoją teczkę z rysunkami na stole.
„Zanim skończyłem liceum, wysłałem podanie do tej szkoły”. Przyjęli mnie z częściową pomocą. List dotarł. Mama przeczytała go przede mną. Powiedziała mi, że mnie odrzucono.
W kuchni zdawało się, że powietrze zgasło.
Wpatrywałem się w Monique.
„Skłamałeś?”
Zacisnęła usta.
„Nie miałam wyboru”.