“Naprawdę myślisz, że interesują mnie twoje żałosne wymówki?” – rozległ się głos Margarity.
„To nie są wymówki, rybko, to fakty. Mam potrzeby, których ty, z powodu napiętego harmonogramu budowy, nie możesz zaspokoić. A ona ma talent” – uśmiechnął się bezczelnie Anton, popijając kawę.
— I ten „talent” jest wart zrujnowania dziesięciu lat małżeństwa?
„Małżeństwo się rozpadnie tylko wtedy, gdy tego chcesz. Albo gdy mój mały sekret o twoim „błędzie” w projekcie centrum handlowego wyjdzie na jaw. Twój szef, ten stary pedant, nie wybaczy ci fałszowania kosztorysów, prawda? Czarna plama, Margo. To koniec twojej kariery”.
Margarita spojrzała na swego męża, zadbanego mistrza depilacji cukrowej, który uważał się za pępek świata, i zrozumiała: nie będzie dla niego litości.
Część 1. Ognisko rodzinne, czyli teatr absurdu
Kuchnia, zazwyczaj przytulna i pachnąca poranną kawą, dziś przypominała pole bitwy przed decydującą salwą. Promienie słońca padały na płytki, które wybrała Margarita, i na dębowy stół, za który zapłaciła premią. A przy stole siedział Anton – mężczyzna, którego pewność siebie zbudowała na lakierze do włosów i cudzych pieniądzach.
„Chcesz, żebym wspierała twoją panią? Przemyślałeś to?” – zapytała Margarita zadowolonego męża. Jej głos opadł o oktawę, stając się przerażająco spokojny.
Anton, nie zauważając zmiany w jej tonie, odchylił się na krześle. Czuł, że panuje nad sytuacją. Projekt raportu, który znalazł na domowym komputerze, wraz z poprawkami, które Margarita wprowadziła w panice miesiąc temu, wydawał mu się kartą przetargową.
„Nie chcę tylko zarabiać na życie” – wycedził leniwie, przyglądając się swoim wypielęgnowanym paznokciom. „Chcę komfortu. Widzisz, Yana to wyrafinowana osoba. Motele nie są dla niej. Znalazłem mieszkanie w centrum. Przytulne, ciche. Zapłacisz czynsz. Powiedzmy, że to cena za moje milczenie i za utrzymanie twojej reputacji jako głównego inżyniera w dziale produkcji”.
Margarita powoli podeszła do okna. Tryby jej planu skrzypiały w jej głowie niczym ciężkie kamienie młyńskie. Zwykle kobiety w jej sytuacji płakałyby, błagały albo dumnie wychodziły z walizką. Ale Margarita była inżynierem. Budowała budynki, które przetrwały trzęsienia ziemi. Czy nie mogłaby złamać jednego bezczelnego błazna?