„Żeby móc utrzymać twoją panią? Myślałeś o tym?” – zapytała Margarita zadowolonego męża.
Gniew, który czuła, był zimny, wyrachowany. Oczyścił jej umysł. Anton nie wiedział jednego: błąd w wycenie, którą ją szantażował, został poprawiony tydzień temu. Sama poszła do dyrektora, przyznała się do niedbalstwa i przerobiła dokumenty. Została upomniana i pozbawiona premii, ale nikt nie zwolnił cennego pracownika. Anton trzymał w ręku kukłę. Ale o tym nie wiedział.
„Więc mieszkanie?” zapytała ponownie, nie odwracając się.
— Dokładnie. I kieszonkowe. Powiedzmy pięćdziesiąt tysięcy miesięcznie. Mama, nawiasem mówiąc, też prosiła o dopłatę na leczenie, więc możesz zaokrąglić kwotę.
„Mamo” – powtórzyła Margarita. Na jej ustach pojawił się grymas gniewu.
Ich teściowa, Jelena Wiktorowna, stanowiła osobny rozdział w ich rodzinnym dramacie. Kobieta, która oficjalnie cierpiała na wszystkie choroby świata i domagała się pieniędzy za niekończące się pobyty w sanatoriach, w rzeczywistości miała zdrowie kosmonauty i libido dwudziestoletniej studentki. Margarita wiedziała to na pewno.
„Dobrze” – odwróciła się gwałtownie. Anton dostrzegł dziwny błysk w jej oczach, który przypisał łzom rezygnacji. „Zgadzam się. Zapłacę za mieszkanie dla twojej… muzy”.
„Mądra dziewczyna” – Anton wstał i podszedł do niej, próbując pogłaskać ją po policzku, ale Margarita ledwo się odsunęła. „Wiedziałem, że podejmiesz właściwą decyzję. W końcu jesteś pragmatyczką”.
„Dam ci adres” – kontynuowała spokojnym głosem. „Znam agenta nieruchomości, który wynajmuje luksusowe apartamenty. Klucze już tam są, w sejfie przy drzwiach. Możesz ją tam zawieźć dziś wieczorem. Zapłacę za sześć miesięcy z góry”.
Anton o mało się nie udławił z radości. Spodziewał się oporu, skandali, potłuczonych naczyń, a zamiast tego dostał wszystko na srebrnej tacy. I nawet nie przyszło mu do głowy, po jaką cholerę te klucze są w sejfie.
„Jesteś najlepsza, Rito!” Pocałował ją w powietrze tuż przy uchu i pospiesznie wyszedł na korytarz. „Biegnę, mam umówione spotkanie w głębokim bikini o dziesiątej”.
Drzwi zatrzasnęły się. Margarita została sama. Cisza w mieszkaniu stała się złowroga. Wyjęła telefon i wybrała numer.
„Dzień dobry, Nadieżdo Pietrowna? Tak, tu Margarita. Pamiętasz, jak narzekałaś na lokatorów z mieszkania czterdzieści pięć, którzy spóźniali się z czynszem? Tak… Chętnie kupię czynsz. Natychmiast, jeśli nie wymienisz zamków i po prostu dasz mi kod do wejścia. A, i jeszcze jedno… Nie mów Elenie Wiktorownie, że zapłaciłam za mieszkanie”.
Rozłączyła się. Układanka była kompletna. Zemsta to danie, które najlepiej smakuje nie tylko na zimno, ale i zmrożone do zera.