Część 2. Przyczepa budowlana, czyli teren betonowy
Dzień pracy Margarity upłynął pod znakiem odgłosów palownic i przekleństw brygadzisty. W przyczepie unosił się zapach kurzu, kawy i starego papieru. Ten świat był dla niej zrozumiały: obowiązywały tu prawa fizyki i wytrzymałości materiałów, a nie prawa Murphy’ego, jak w jej rodzinie.
Usiadła nad rysunkami, ale jej myśli błądziły gdzie indziej. Przypomniała sobie, jak trzy miesiące wcześniej przypadkowo zobaczyła swoją „chorą” teściową w restauracji po drugiej stronie miasta. Jelena Wiktorowna, która rzekomo korzystała wówczas z zabiegów spa w Kisłowodzku (opłacanych przez Antona z budżetu rodzinnego), siedziała przy stoliku z młodym mężczyzną.
Mężczyzna był przystojny, zadbany i wystarczająco młody, by być jej synem. Gruchali i pili wino, a teściowa wyglądała, jakby zgoliła sobie dwadzieścia lat. Margarita nie pasowała do tego towarzystwa, ale jej inżynierski nawyk „sprawdzania danych” się sprawdził. Zrobiła im zdjęcie, a potem zasięgnęła informacji.
Mężczyzna miał na imię Igor. A najbardziej pikantne nie było to, że był żigolo. Chodziło o to, że był mężem byłej najlepszej przyjaciółki jej teściowej, Galiny, z którą pięć lat temu strasznie się pokłóciła. A przynajmniej tak Margarita myślała na początku. Ale zagłębiając się w media społecznościowe i rozmowy ze wspólnymi znajomymi, odkryła przerażający szczegół: Igor rozwiódł się z Galiną dla młodszej kobiety o imieniu Yana.
Koło zatoczyło pełne koło dziś rano, kiedy Anton przypadkowo zostawił odblokowany telefon na stole. W rozmowie z kontaktem „Moja Dziewczyna” Margarita zobaczyła zdjęcie tej samej Yany. Żona Igora była kochanką Antona.
Margarita odłożyła ołówek i spojrzała na szarą ścianę przyczepy.
Anton wyciągał pieniądze od rodziny, żeby utrzymać Janę. Jan wydawał je na siebie i prawdopodobnie na utrzymanie leniwego męża, Igora. Igor miał romans z bogatą (dzięki ich synowi) Eleną Wiktorowną, żeby dorobić. Tymczasem Elena Wiktorowna pod pretekstem choroby odciągała Antona.
To nie był trójkąt miłosny. To był finansowy spór, w którym Margarita była w centrum i płaciła za bankiet.
„Margarito Nikołajewna, przywieźli złe pręty zbrojeniowe!” – wpadł do przyczepy kierownik budowy, wyrywając ją z zamyślenia.
„Teraz już wiem” – wstała i założyła kask.