JEŚLI PRZYSZEDŁEŚ NA FACEBOOKA, OTO KOLEJNA CZĘŚĆ HISTORII, MIŁEGO CZYTANIA:
Przeszedłem przez pokój, położyłem obie ręce na jego ramionach i spojrzałem prosto w oczy chłopaka, którego o mało nie zawiodłem, milcząc zbyt długo.
„Nie jesteś porażką. Nie teraz. Nigdy. Jesteś miła. Jesteś zdyscyplinowana. Jesteś ciekawa świata. Jesteś odważniejsza, niż ci się wydaje. Twoja matka nie może cię definiować tylko dlatego, że cię urodziła”.
Jego twarz znów się skrzywiła, ale tym razem walczył.
„Dlaczego ona mnie tak nienawidzi?”
„Ona nie potrafi kochać czegoś, czego nie może kontrolować”.
Odwrócił wzrok.
Zmusiłem się, żeby powiedzieć resztę, bo zasługiwał na prawdę bardziej niż pocieszenie.
„Twoja matka pochodzi ze świata, w którym wizerunek liczy się bardziej niż charakter. Kiedy ją poznałem, myślałem, że jestem wyjątkiem. Myślałem, że pragnie czegoś prawdziwego. Ale myślę, że tak naprawdę pragnęła posiadać coś prawdziwego. Wnieść to do swojego świata i dopracować, aż będzie to dobrze o niej świadczyć”.
„Tak jak ty.”
Skinąłem głową. „Tak jak ja”.
„A kiedy jej nie pozwoliłeś?”
„Ukarała mnie w sposób, który zrozumiałem zbyt późno”.
Zacisnął szczękę. „A ja?”
„Z tobą miała drugą szansę. Chciała idealnego wnuka Langa. Kapitana drużyny futbolowej. Kierunku biznesowego. Firmy ojca po studiach. Właściwych przyjaciół. Właściwej dziewczyny. Właściwego życia.”
„Nie chcę takiego życia”.
“Ja wiem.”
„Nigdy tego nie chciałam”.
“Ja wiem.”
Jego wzrok powędrował ku podartej sukni. „Co mam wtedy zrobić?”
Złożyłem notatkę i schowałem ją do kieszeni kurtki.
„Ubierz się.”
Spojrzał na mnie. „Nie mam sukni”.
„Powiedziałem, żebyś się ubrał. Załóż ten grafitowy garnitur, który kupiliśmy na rozmowy kwalifikacyjne. Ten, którego nienawidzisz, bo wyglądasz w nim jak młodszy księgowy”.
Mimo wszystko jeden kącik jego ust drgnął.
„Zajmę się resztą.”
“Jak?”
Mówiłem ci. Mam plan.
„Jaki plan?”
Spojrzałam na łóżko, na zniszczoną suknię, a potem z powrotem na syna.
„Takiego, którego twoja matka by się nie spodziewała”.
Pierwszą rozmowę telefoniczną z samochodu wykonałem do dyrektor Very Rice.
Vera była dyrektorką liceum Westbridge High przez dziewięć lat i miała postawę kobiety, która przetrwała zebrania budżetowe, komitety rodzicielskie i nastoletnich chłopców z fajerwerkami w szafkach. Znałyśmy się z akcji zbierania funduszy w szkole, głównie dlatego, że Candace wykorzystywała spotkania rady szkoły do odgrywania roli matki, a ja do obserwowania Drewa z kąta sali. Vera zawsze była dla Candace uprzejma, ale kiedyś widziałam, jak tak strofowała darczyńcę, że przeprosił woźnego.
Kiedy jej opowiedziałem, co się stało, nie westchnęła. Zamilkła. To mi wystarczyło.
„Nadal jestem w biurze” – powiedziała. „Chodź już”.
Biuro okręgu szkolnego znajdowało się obok liceum, niskiego, ceglanego budynku, który wyglądał, jakby został zaprojektowany przez komitet i utrzymywany przez poczucie winy. Vera powitała mnie w drzwiach.
„Pokaż mi” – powiedziała.
Podałem jej telefon ze zdjęciami sukni i notatką.
Ona przeczytała notatkę jako pierwsza.
Wyraz jej twarzy stwardniał, aż wyglądała jak wyrzeźbiona w kamieniu.
„To jest nadużycie” – powiedziała.
“Ja wiem.”
„Steven, mówię to zarówno pod względem zawodowym, jak i prawnym”.
“Ja wiem.”
Spojrzała w górę. „Czy Drew jest bezpieczny?”
„Ze mną.”
“Dobry.”
„Potrzebuję nowego czepka i togi.”
„Możemy sobie z tym poradzić.”
„I potrzebuję informacji.”
„Jakiego rodzaju?”
„Jego pozycja w rankingu”.
Wzrok Very się przesunął. Tylko nieznacznie.
Zauważyłem.
„Co?” zapytałem.
„Nie wiesz.”
„Wiesz co?”
Odwróciła się, wróciła do swojego biura i gestem dała mi znak, żebym poszedł za nią. Gdy już byliśmy w środku, zamknęła drzwi, usiadła przed komputerem i przez chwilę pisała. Potem odwróciła monitor w moją stronę.
Na górze ekranu widniało imię Drewa.
Ranga: 1.
Średnia ocen ważona: 4,20.