
Karolina krzyknęła i rzuciła się do przodu. Woda w wannie drżała, światło nad lustrem migało. Łukasz leżał nieruchomo jak wcześniej, ale jego oczy były szeroko otwarte – nie puste jak zwykle, lecz przepełnione przerażeniem, prawdziwym ludzkim strachem. – Boże… co to było? – wyszeptała. Zbliżyła się i dotknęła końcówek jego palców. Tym razem – bez wątpliwości – poruszyły się. Ledwo, ale jednak. Karolina wyprostowała się gwałtownie. Myśli przelatywały jedna za drugą: powiedzieć lekarzowi, wezwać Artura, nacisnąć guzik alarmowy. Ale wśród nich pojawiło się też inne pytanie – przerażające i niemal bluźniercze: **a jeśli pomogło mu coś, o czym lekarze nie mają pojęcia?** Czekała kilka sekund, potem odważyła się. Usiadła na brzegu wanny i powiedziała cicho: – Łukasz, słyszy mnie pan? Jeśli tak – proszę mrugnąć dwa razy. Zamrugał. Raz… drugi. Karolina poczuła, jak skóra pokrywa się gęsią skórką. To nie była halucynacja. Nie przypadek. – Dobrze… dobrze… – mówiła łagodnie, jak do dziecka. – Zaraz pana ubiorę i powiemy lekarzowi, dobrze? Ale Łukasz zaczął oddychać szybciej. Jego oczy wbiły się w jej spojrzenie, znów zaczął mrugać – szybko, chaotycznie. Próbował coś przekazać. – Co? – Karolina pochyliła się bliżej.