
Noc Natalia spędziła bez snu. Leżała w ciemności, słuchając, jak wiatr szarpie gałęziami, a w jej głowie wciąż powracała ta sama fraza: „Ty zapłacisz”. Każde słowo paliło jak żar. Rano, nim świt zdążył się przebić przez okna, wstała, zrobiła sobie kawę i, gdy Kuba jeszcze spał, otworzyła laptopa. Na ekranie migały tabele budżetu działu. Równe kolumny cyfr przypominały jej, że gdzieś jeszcze istnieje porządek. Otworzyła plik z domowymi wydatkami. Na dole liczba przy rubryce „wspólne konto”. Natalia spojrzała na nią, potem przeniosła wzrok na zdjęcie przypięte do lodówki — ona i Kuba, uśmiechnięci, morze w tle, słońce. Radość tamtych ludzi wydawała się z innego życia. Kiedy Kuba wszedł do kuchni, ziewając i drapiąc się po głowie, Natalia była już ubrana i zbierała dokumenty. — Dokąd tak wcześnie? — zapytał jeszcze sennie. — Do adwokata — odpowiedziała spokojnie. Zamrugał, nie rozumiejąc. — Po co? — Chcę wyjaśnić kilka spraw dotyczących mieszkania — powiedziała, dopinając płaszcz. — Muszę wiedzieć, gdzie kończy się „razem”, a zaczynają „moje pieniądze”. — Natalia, ty naprawdę przez to chcesz… — urwał, bo w jej spojrzeniu nie było gniewu, tylko chłodna determinacja.