
Emilia zamknęła drzwi, wzięła głęboki oddech, jakby zbierając siły, i odwróciła się. — Pani Halino, a czy Marek wie, że już pani przyjechała? — Napisałam mu. Zaraz będzie — teściowa rozejrzała się po przedpokoju. — Nadal nie zrobiliście remontu? Te tapety kompletnie nie pasują do mebli. Emilia zacisnęła usta. Zaczęło się. — Marek mówił, że chciała pani, żebym wyjechała podczas pani wizyty. To prawda? Halina uniosła brwi, jakby ją obraziła. — Marek źle zrozumiał. Chciałam tylko spędzić z synem trochę czasu sam na sam. Matka i syn, rozumiesz. Mamy ważne rozmowy. — My też jesteśmy rodziną — spokojnie odpowiedziała Emilia. — I zostaję tutaj. Usta Haliny ściągnęły się w niezadowoleniu. — Jak niegrzecznie, Emilio. Zawsze mówiłam Markowi, że potrzebuje żony z dobrymi manierami. — Mnie wszystko odpowiada tak, jak jest — powiedziała Emilia chłodno. — I nie zamierzam oddawać swojego miejsca tylko dlatego, że komuś „tak wygodniej”. — Arogancja jest teraz w modzie — syknęła Halina. — Ale czego się spodziewać, z takimi korzeniami. W tym momencie usłyszały dźwięk klucza w zamku. Do środka wszedł Marek, wyglądał na zmęczonego i przybitego. — Mama? Już jesteś? — Stęskniłam się — Halina natychmiast zmiękła, obejmując go.