„Dobrzy ludzie, co się dzieje w tym domu!” Zinaida Pietrowna wpadła do przedpokoju, jakby ktoś ją gonił. Nie zadzwoniła dzwonkiem, nikogo nie ostrzegła – po prostu wyjęła klucz i weszła, jak ktoś wchodzący do własnego domu. „To kompletny chaos! Kompletny chaos!”
Katia stała w kuchni, patrząc na teściową ze spokojem, który można osiągnąć tylko dzięki długiej praktyce. Trzy lata małżeństwa to dobry poligon doświadczalny.
– Cześć, Zinaido Petrovna.
„Halo, halo”. Teściowa już szła korytarzem, zaglądając do pokoi niczym inspektor sanitarny. „Lyosha powiedział mi, że kupiłeś nowy telewizor. Drugi. Do sypialni”.
„Kupiliśmy to” – zgodziła się Katia.
– A ile?
Katia milczała przez chwilę. „Czy to ważne?”
„To takie ważne!” Zinaida Pietrowna zatrzymała się w drzwiach sypialni i wpatrywała się w nowy telewizor wiszący na ścianie. Był duży, płaski i wciąż miał fabryczne folie na rogach. „Kupiłeś drugi telewizor, a twoi siostrzeńcy nie mają co jeść?!”. Zacisnęła dłonie. „Nie wstyd wam żyć tylko dla siebie!”
Katya powoli wypuściła powietrze przez nos.
Siostrzeńcy byli dziećmi siostry Lyoszy, Oksany. Oksana mieszkała w sąsiedniej dzielnicy, pracowała jako kasjerka w supermarkecie i co miesiąc skarżyła się matce, że nie ma wystarczająco dużo pieniędzy. Mimo to każdego lata jeździła nad morze – nie autobusem, a samolotem. Ale Zinaida Pietrowna wolała o tym nie pamiętać.
„Siostrzeńcy mieszkają z rodzicami” – powiedziała Katia spokojnie. „Oksana ma pracę i męża”.
„Mężu!” – teściowa wydała z siebie dźwięk przypominający chichot. „Wiesz, ile zarabia ten mąż?”
– Nie. I szczerze mówiąc, to nie moja sprawa.
Zinaida Pietrowna odwróciła się do niej, jakby Katia właśnie powiedziała coś obraźliwego. Była niską kobietą, około sześćdziesięciu pięciu lat, krzepką, z rękami przyzwyczajonymi do pracy i głosem, który przebijał się przez zgiełk targu. W młodości, jak mówiono, była piękna. Teraz było to prawie niezauważalne – jej twarz stwardniała, niczym zapomniany chleb na stole.
„To nie twoja sprawa” – powtórzyła powoli. „Rodzina to nie twoja sprawa”.
„Twoja rodzina to twoja sprawa” – wyjaśniła Katya. „Nasza rodzina jest nasza”.
To była ryzykowna odpowiedź. Katia o tym wiedziała. Ale dziś nie miała siły udawać, że wszystko jest w porządku.
Lyosza wrócił do domu o wpół do ósmej. Katia słyszała, jak zdejmuje buty w przedpokoju – zawsze najpierw prawe, potem lewe, taki miał zwyczaj. Potem chwila ciszy. Zobaczył więc kurtkę matki na wieszaku.
„Czy mama tu jest?” krzyknął.
„Tak” – odpowiedziała Katia z kuchni. „Wyszła godzinę temu”.
Lesha wszedł do kuchni i spojrzał na żonę. Katia siedziała przy stole z filiżanką kawy i przeglądała telefon – albo udawała, że przegląda.
— Czy rozmawialiśmy?
— Rozmawialiśmy.
– I?
„I nic”. Katia spojrzała na niego. „Lyosza, przyszła znowu, nie dzwoniąc. Otworzyła drzwi kluczem”.
Usiadł naprzeciwko niej i potarł twarz dłońmi. Dobry gest – szczery. Kiedy Lesha to zrobiła, Katia wiedziała, że nie będzie się bronił. Przynajmniej nie od razu.
– Porozmawiam z nią o kluczu.
— Już to mówiłeś. W styczniu.
— Porozmawiam jeszcze raz.
Katia skinęła głową i nic więcej nie powiedziała. Już dawno zdała sobie sprawę, że niektóre rozmowy z Zinaidą Pietrowną przypominają nagrywanie na nagraniu – każda nowa warstwa zaciera poprzednią, a ostatecznie pozostaje tylko oryginał.
Jedli niemal w milczeniu. Nie dlatego, że byli na siebie źli – oboje byli zmęczeni. Lyosha pracował jako brygadzista na dużym placu budowy w strefie przemysłowej, wstawał o szóstej i wracał wyczerpany. Katia prowadziła księgowość w małej firmie logistycznej – zdalnie, ale to nie znaczyło, że było łatwo. Przez ostatnie trzy miesiące obsługiwała kwartał i spała po sześć godzin na dobę.
Kupili telewizor do sypialni właśnie z tego powodu. Katia czasami chciała wieczorem położyć się spać przed Leszą i obejrzeć coś swojego, nie przeszkadzając mu. Proste. Bez dramatów. Wydawali własne pieniądze, pieniądze, które sami zarobili.
Jednak z punktu widzenia Zinaidy Pietrownnej było to najwyraźniej przestępstwo.
Następnego dnia zadzwoniła Oksana.
Katia zobaczyła nazwisko na ekranie i wpatrywała się w nie przez kilka sekund, zanim podniosła słuchawkę. Oksana nigdy nie dzwoniła bez powodu. Dzwoniła, kiedy czegoś potrzebowała albo kiedy prosiła ją o to matka.
„Witaj” – powiedziała Katya.
„Cześć”. Głos Oksany był, jak zawsze, lekko nosowy, lekko obrażony – nawet kiedy się przywitała. „Słuchaj, słyszałam, że masz nowy telewizor”.
— Wzięli to.
– Dobry?
– Normalne.
Chwila ciszy. Katia usłyszała brzęczenie po drugiej stronie słuchawki – prawdopodobnie hałas ze sklepu; Oksana najwyraźniej dzwoniła z pracy.
– mówi mama, kochanie.
– Zinaida Pietrowna nie wie, ile to kosztuje.
„No cóż, ma jakieś pojęcie”. Kolejna pauza. „Słuchaj, Katia, nie o to mi chodzi, nie zrozum mnie źle. Po prostu teraz nie idzie nam najlepiej. Andriej nie dostaje należnej pensji od dwóch miesięcy, są pewne opóźnienia…”
Katia wstała od biurka i podeszła do okna. W dole była ulica – samochody, piesi, typowy dzień powszedni.
„Oksana” – powiedziała spokojnie – „czy chcesz prosić o pieniądze?”
Cisza trwała dłużej niż zwykle.