— Nie o pieniądze. Po prostu… Mama myślała, że może mógłbyś coś kupić dzieciakom. Na przykład na lato. Obóz czy coś.
Katya zamknęła oczy.
No więc tak to działa. Zinaida Pietrowna nie przyszła tu wczoraj tylko po to, żeby wyrazić swoje oburzenie. Przyszła tu, żeby zbadać sprawę. Obejrzała telewizję, oceniła ją, wyciągnęła wnioski – a dziś wysłała Oksanę z konkretną prośbą.
Trzeba przyznać, że plan był elegancki.
„Porozmawiam z Leszą” – powiedziała Katya.
— Tak, oczywiście, oczywiście. Rozumiem, że to…
– Żegnaj, Oksanie.
Rozłączyła się i długo stała przy oknie. Gdzieś na dole zatrąbił samochód. Minęła ją kobieta z wózkiem dziecięcym, potem dwoje nastolatków na skuterach. Życie toczyło się dalej, obojętnie i nieprzerwanie.
Katia myślała o jednym: Liosza nie wie. Nie wie, że jego matka przyjechała wczoraj z jakiegoś powodu. Że telewizor był tylko pretekstem. Że za tym wszystkim kryje się coś jeszcze, coś jeszcze niejasnego, ale już wyczuwalnego – jak zapach dymu, gdy jeszcze nie widać ognia.
Wtedy właśnie Katia poczuła się nieswojo i coś ją zaniepokoiło.
Dlaczego Oksana pytała o obóz? Jej dzieci mają siedem i dziewięć lat. W ich mieście porządny obóz dla dzieci kosztuje średnio czterdzieści tysięcy rubli za sesję. To dużo pieniędzy. Nie są to pieniądze, o które proszą beztrosko, w pozornie zwyczajnej rozmowie telefonicznej.
To nie jest pierwsza rozmowa na ten temat. To znaczy, że już o tym mówiono – bez Katii i bez Lyoszy.
Więc ktoś uznał, że musi. Tylko dlatego, że kupił telewizor.
Lesha wróciła do domu wcześniej niż zwykle – około szóstej. Katia właśnie kończyła pracę, zamykając laptopa, gdy usłyszała jego kroki. Coś w nich było innego. Szybciej niż zwykle. Mocniej.
Wszedł do kuchni i od razu usiadł, nie zdejmując marynarki. To było dziwne.
„Moja mama do mnie zadzwoniła” – powiedział.
– To jasne.
– Powiedziała, że wczoraj byłeś dla niej niegrzeczny.
Katia ostrożnie postawiła filiżankę na stole, nie pukając. „Powiedziałam, że nasza rodzina to nasza sprawa. Czy to niegrzeczne?”
Lesha wpatrywał się w stół. Miał zwyczaj wpatrywać się w powierzchnie – stół, podłogę, ścianę – w trudnych chwilach. Jakby były tam zapisane wskazówki.
– Była zdenerwowana.
„Lyosza, przyszła bez dzwonienia, z własnym kluczem i ruszyła do drzwi” – mówiła Katia spokojnie, ale coś w niej się zaciskało. „A potem… Oksana zadzwoniła do mnie dzisiaj”.
Podniósł głowę.
„Poprosiła mnie, żebym zapłacił za obóz dla dzieci. Za oboje. Powiedziała, że Andriej nie dostał pensji od dwóch miesięcy”.
Lesza milczała. Katia dostrzegła coś na jego twarzy – nie zdziwienie. Raczej zmęczenie. Takie, jakie odczuwa się, gdy już coś wie, ale ma się nadzieję, że wszystko się ułoży.
„Wiedziałeś” – powiedziała. Nie pytała, stwierdziła.
„Mama powiedziała, że Oksana ma ciężki okres. Nie sądziłam, że do ciebie zadzwoni.”
— Myślałeś, że zadzwoni do mnie przez ciebie?
Nie odpowiedział. I to była odpowiedź.
Katia nie spała tej nocy. Leżała wpatrzona w sufit, podczas gdy Lesha oddychała równo i głęboko obok niej, jak człowiek z czystym sumieniem albo jak człowiek, który potrafi się wyłączyć. Nadal nie potrafiła stwierdzić, który z nich jest lepszy.
Nowy telewizor na ścianie świecił maleńką czerwoną diodą w trybie czuwania. Katia spojrzała na niego i zamyśliła się.
Czterdzieści tysięcy za jedno dziecko. Osiemdziesiąt za dwoje. To była jej kwartalna premia – dokładnie ta sama, którą dostała w marcu i zaoszczędziła. Ona i Lyosha planowali wykorzystać te pieniądze na wyjazd w sierpniu. Niedaleko, niedrogo – po prostu gdzieś we dwoje, po raz pierwszy od dwóch lat.
Zinaida Pietrowna nie mogła o tym wiedzieć.