Katia przypomniała sobie rozmowę – w lutym, przy obiedzie, kiedy odwiedzali teściową. Liosza wspomniał mimochodem, że Katia zamyka blok i jeśli wszystko pójdzie dobrze, będzie premia. Powiedział to nonszalancko, bez namysłu. A Zinaida Pietrowna skinęła głową i milczała.
Pozostała milcząca. Co było dla niej zupełnie nietypowe.
Dziś rano Katia zrobiła coś, czego nigdy wcześniej nie robiła. Zadzwoniła do Andrieja, męża Oksany. Bezpośrednio.
Andriej odebrał telefon po drugim sygnale, najwyraźniej się tego nie spodziewając.
„Katya?” W jego głosie słychać było coś w rodzaju zmieszania.
Cześć, Andriej. Proszę się nie dziwić. Chcę cię zapytać wprost: czy twoja pensja naprawdę się spóźnia?
Długa pauza. Potem – i tu wnętrzności Katii zamarły – zaśmiał się. Krótko, niezręcznie.
„Co za opóźnienie?” – zapytał. „Wszystko dostałem w zeszłym tygodniu, jak zwykle. Co się stało?”
Katia stała na środku kuchni, nasłuchując przejeżdżającego tramwaju. Głośno, metodycznie, obojętnie.
„W porządku” – powiedziała. „Przepraszam, że przeszkadzam”.
Rozłączyła się i stała tam przez kilka minut. Potem wzięła kurtkę i torebkę i wyszła z mieszkania.
Niewiele brakowało, ale nogi poniosły ją w kierunku nabrzeża. Katia szła szybko, jak to robią ludzie, którzy muszą rozładować energię. Mijała kawiarnie, stragany z kwiatami, park, gdzie stały już letnie ławki.
Więc Andriej dostaje normalną wypłatę. Więc nie ma opóźnień. Więc Oksana skłamała. A może nie skłamała – po prostu powtórzyła to, co jej kazano.
A potem Katya zrozumiała coś jeszcze.
Pamiętała, jak w zeszłym miesiącu poszła do centrum handlowego i przypadkiem zobaczyła Zinaidę Pietrownę. Stała przed sklepem jubilerskim i rozmawiała z jakąś kobietą – Katia nie wiedziała, kim ona była. Kobieta była elegancko ubrana, miała na sobie drogi płaszcz i niosła dużą torbę. Rozmawiały cicho, niemal szeptem, a Zinaida Pietrowna wskazywała na coś w witrynie.
Katia nie podeszła wtedy – po prostu przeszła obok, postanawiając nie przeszkadzać. Teściowa jej nie zauważyła.
Teraz ten obraz pojawił się ponownie, obok innych. Klucz do mieszkania, którego Zinaida Pietrowna nie oddała od roku. Rozmowa o premii w lutym. Telewizor jako wymówka. Oksana i jej telefon. Fikcyjne opóźnienie wypłaty.
Coś tu było nie tak. Coś więcej niż tylko chęć mojej teściowej, by kontrolować czyjeś pieniądze.
Katia zatrzymała się przy balustradzie nabrzeża. Woda płynęła w dole, ciemna i wartka. Wyciągnęła telefon i znalazła w kontaktach nazwisko, do którego dawno nie dzwoniła. Była to sąsiadka z ich poprzedniego budynku, Tamara, starsza kobieta, która znała Zinaidę Pietrownę od około trzydziestu lat, jeszcze z czasów sowieckich.
„Tamara Iwanowna” – powiedziała Katia, odbierając telefon. „To Katia, żona Leshy. Czy mogę cię o coś zapytać?”
– Zapytaj, moja droga.
„Wiesz, Zinaido Pietrowna, czy ostatnio spotykała się z kimś nowym? Czy ktoś się w jej pobliżu pojawił?”
Tamara Iwanowna zrobiła pauzę. I ta pauza była dłuższa, niż było to potrzebne do namysłu.
„Lesha ci nie powiedziała?” – zapytała w końcu.
– NIE.
„No cóż” – westchnęła staruszka. „Więc ci nie powiedział. Jest tam taki facet, Katia. Pojawił się jakieś cztery miesiące temu. Zinaida jest z nim praktycznie nierozłączna. Myślałam, że Liosza wie…”
Katya ścisnęła mocniej telefon.
– Kim on jest?
„W tym właśnie rzecz” – powiedziała cicho Tamara Iwanowna. „Nikt tak naprawdę nie wie. Nazywa się Wiktor. Jest starszy i dystyngowany. Zinaida mówi, że to stary znajomy. Ale nikt go tu nigdy wcześniej nie widział. Nigdy”.
Katia wróciła do domu z ciężką głową i jedną jasną myślą: Lesza musiała się dowiedzieć. Nie jutro, nie po obiedzie, nie wtedy, kiedy będzie na to czas – teraz.
Zadzwoniła do niego, gdy tylko wyszła na dwór.
— Przyjdź wcześniej, jeśli możesz. Musimy porozmawiać.
„Co się stało?” W jego głosie od razu pojawiło się napięcie, typowe dla ludzi, którzy przyzwyczajeni są do oczekiwania złych wiadomości.
– W porządku. Po prostu przyjdź.