Noc, w której jej siostra porzuciła pięcioletnią córkę w supermarkecie w Guadalajarze, zaczęła się od odgrzewanego mole, papierowych serwetek i babci udającej, że w końcu wie, jak traktować wnuczkę z uczuciem.
To powinno być przestrogą.
Przez lata Mariana była czarną owcą w rodzinie. Tą, która za dużo pracowała, tą bez męża, tą, która wracała do domu z cieniami pod oczami i małą dziewczynką na smyczy. Jej młodsza siostra, Renata, była ulubienicą Doñi Esteli: dom na strzeżonym osiedlu, mąż księgowy, nowy SUV, idealne zdjęcia rodzinne i siedmioletnia córka, Camila, którą wszyscy oklaskiwali, nawet gdy robiła błąd ortograficzny.
Mariana miała tylko Lucíę.
Lucia miała 5 lat, ogromne oczy, sukienki pokryte brokatem i sposób mówienia, który sprawiał, że wszyscy odwracali się za nią. Przywitała kasjerki, ułożyła piosenki dla bezdomnych psów i powiedziała, że srebrne buty dodały jej odwagi. Jej ojciec wyszedł, zanim zobaczył ją na spacerze, więc Mariana zbudowała wokół niej swój świat.
Ale tego popołudnia zgodziła się pójść na niedzielny obiad, bo chciała, żeby Lucía miała rodzinę.
Przy stole Lucía z entuzjazmem oznajmiła:
„Moja nauczycielka powiedziała, że będę żółtym kwiatem na wiosennym festiwalu”.
Renata odłożyła widelec na talerz.