CZĘŚĆ 1
Thomas wręczył mi papiery rozwodowe z zadowolonym wyrazem twarzy mężczyzny, który myśli, że zostawia bez grosza przy duszy kobietę. Tymczasem zadzwonił mój telefon z kolejnym e-mailem od mojej agentki literackiej w sprawie międzynarodowych praw wydawniczych. Ironia losu była zachwycająca. Podczas gdy on planował ucieczkę, ja budowałam imperium, o którego istnieniu nie miała pojęcia. Jego nowa żona, moja była najlepsza przyjaciółka Danielle, obserwowała go z progu, prawdopodobnie już planując, jak wydać to, co jej zdaniem będzie jego nowo odkrytą wolnością.
„Tysiąc dolarów alimentów miesięcznie wydaje mi się sprawiedliwe” – powiedział Thomas, kładąc teczkę na moim szpitalnym łóżku. „Bo tak naprawdę nie pracujesz”.
Zerknęłam na ekran telefonu, gdzie powiadomienie e-mail pokazywało siedmiocyfrową ofertę za prawa do ekranizacji mojej serii książek dla dzieci. Tak naprawdę nie pracują. Żebyś wiedział. Ale pozwól, że opowiem ci, jak do tego doszliśmy, ponieważ ta chwila czystej arogancji zbudowana była na piętnastu latach skrupulatnego oszustwa. Nie mojego, ale jego.
Miałam 22 lata i byłam kompletnie spłukana, kiedy Thomas po raz pierwszy mnie zauważył w ciasnej kawiarni niedaleko kampusu. Moje przybory do rysowania leżały rozrzucone na małym stoliku, podczas gdy pracowałam nad portfolio. Pojawił się obok mnie bez ostrzeżenia. „To niezwykłe” – powiedział, wskazując na rysunek. Był przystojny, w ten swój schludny, pewny siebie sposób, który zazwyczaj mnie onieśmielał. „Jestem Thomas” – powiedział, wsuwając się na krzesło naprzeciwko mnie. „A ty jesteś niesamowicie utalentowana”.
Zadawał pytania, których nikt nigdy nie zadał. „Ten lis” – powiedział, zatrzymując się nad szkicami postaci, która miała stać się Dzielnym Małym Lisem. „Jest w nim coś wyjątkowego”. Jego entuzjazm był oszałamiający.