CZĘŚĆ 1
W dniu, w którym jej rodzina wzniosła toast za jej dyplom, wznieśli toast za jej stypendium, nazywając ją „rodzinnym nieudanym powołaniem”.
Élise Moreau miała 18 lat i ubrana była w granatową sukienkę, którą kupiła za 12 euro w sklepie z używaną odzieżą w Nantes. Na jej dłoniach wciąż widniały ślady godzin spędzonych na serwowaniu kawy w weekendy. Właśnie otrzymała pełne stypendium na rozpoczęcie pierwszego roku studiów medycznych w Rennes. W rodzinie Moreau nikt nigdy nie ukończył liceum. Tego wieczoru, w małym ogrodzie za domem rodzinnym, naiwnie wierzyła, że rodzice w końcu spojrzą na nią inaczej.
Jej matka, Véronique, zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów z uprzejmym uśmiechem, który rezerwowała dla sąsiadów.
„Przynajmniej ma rozum. A co do uroku, zapomnij o tym”.
Jej ojciec, Gérard, wybuchnął śmiechem, odstawiając kieliszek z różowym winem na stół.
„Nie można mieć wszystkiego”.
Młodsza siostra Elise, Camille, 16-letnia blondynka, uwielbiana, fotografowana z każdej strony od dzieciństwa, dodała, wygładzając loki:
„W tej sukience wyglądasz jak emerytowana opiekunka szkolna”.
Kuzynki się roześmiały. Ciotki też. Nawet sąsiedzi, jedzący kanapki opłacone z premii szkolnej Elise, spuścili wzrok, nie broniąc jej.
Elise ścisnęła talerz tak mocno, że karton się wygiął.
„Dlaczego tak do mnie mówisz?”
Twarz matki stwardniała.
„Nie psuj wieczoru. Tylko żartujemy”.
Ale w domu Moreau żarty zawsze dotyczyły tej samej osoby.
Dwa tygodnie później Elise wyjechała do Rennes z dwiema walizkami, 287 euro na koncie i bez krewnych, którzy mogliby ją odprowadzić na dworzec. Do Wszystkich Świętych jej pokój stał się garderobą Camille. Do Bożego Narodzenia jej imię zniknęło z rodzinnej mapy. Potem, stopniowo, ludzie przestali do niej dzwonić. Podczas rodzinnych posiłków mówili o niej: „Elise? Całkowicie się odcięła. Myśli, że jest lepsza od nas”.
Najpierw błagała. Potem się uczyła. Potem przetrwała.
Minęło jedenaście lat.
Elise Moreau została chirurgiem rekonstrukcyjnym w Paryżu, specjalizującym się w leczeniu ofiar poparzeń, ciężkich urazów i ciał pozostawionych bezbronnych przed lustrem przez przypadek. Dowiedziała się, że piękno nie jest nagrodą, a brzydota wadą. Przede wszystkim dowiedziała się, że skórę można zszyć, ale upokorzenie z dzieciństwa czasami wymaga dożywotniego milczenia.
Pewnego ranka do jej gabinetu dotarła koperta z kości słoniowej.
Camille Moreau i Adrien Delmas mają zaszczyt zaprosić Państwa na swój ślub.
Ani jednego odręcznego słowa. Ani przeprosin. Tylko jej imię wydrukowane, jakby 11 lat wymazywania nigdy nie istniało.
Elise rozważała wyrzucenie zaproszenia.
Potem postanowiła pójść.
Ślub odbywał się w winnicy niedaleko Saumur. Kiedy Elise weszła do sali, ubrana w idealnie dopasowaną, ciemnozieloną suknię, rozmowy przycichły. Uśmiech matki zbladł. Ojciec odwrócił wzrok. Camille, w haftowanej białej sukni, zbladła pod makijażem.
Wtedy pan młody się odwrócił.
Adrien Delmas wpatrywał się w nią, jakby ziemia właśnie otworzyła mu się pod stopami.
W obecności gości wyszeptał:
„Doktorze Moreau… dlaczego Camille nigdy mi nie powiedziała, że jest pani jej siostrą?”
CZĘŚĆ 2
W sali zapadła głucha cisza.
Camille ścisnęła ramię Adriena.
„Znasz ją?”
Adrien nawet na nią nie spojrzał.
„To ona zrekonstruowała twarz mojego brata po wybuchu w warsztacie”.