CZĘŚĆ 2
Zdążyłem zobaczyć imię.
Camille.
Oczywiście, że to była Camille.
Wiadomość pojawiła się tylko na sekundę, ale obrażona kobieta czyta szybciej niż konduktor patrzący na podejrzany bilet.
„Widziała to? Mówiłem ci, że zareaguje. Nie wciągaj mnie w swoje problemy, Thomasie”.
Spojrzałem na niego.
Położył telefon ekranem do przodu na stole, jakby właśnie zakopał zwłoki.
„Kto to był?” zapytałem.
„Praca”.
„Dziwne. W twojej firmie wszyscy teraz mają na imię Camille”.
Jego twarz stwardniała.
„Nie dotykaj mojego telefonu”.
„Nie dotykałem go. To nie moja wina, że twój ekran sam się włącza”.
Thomas wstał i zaczął chodzić po salonie z energią człowieka uwięzionego w środku, próbując udawać oburzenie, zanim faktycznie okaże się winny.
„Dobra, napisała do mnie. I co z tego? Wrzuciłeś zdjęcie, żeby podgrzać atmosferę”.
„Wrzuciłem swoje zdjęcie”.
„Z tym podpisem”.
„Z moją twarzą”.
„Żeby wyglądać jak palant”.
Spojrzałem na niego powoli.
„Thomas, skomentowałeś „piękna” pod zdjęciem swojej byłej. Jeśli ktoś robi z ciebie palanta, to ty, z darmową pomocą internetu”.
Przeczesał włosy dłonią.
„To nic wielkiego.
Ten podpis.
To nic wielkiego.
Używają go do wszystkiego”. Do kłamstw, do upokorzeń, do przeciągłych spojrzeń, do nieobecności maskowanej zmęczeniem. Mężczyźni tacy jak Thomas mają specjalną wagę, gdzie to, co robią, waży kilka gramów, a to, co my czujemy, waży tony.
„Więc się nie martw”, powiedziałem. „To, co zrobiłem, też nie jest takie złe”.
CZĘŚĆ 3
Poszedłem do sypialni.
Nie trzasnąłem drzwiami.
Nie płakałem.
Zdjąłem kolczyki przed lustrem i spojrzałem na siebie tak, jak patrzy się na dom po trzęsieniu ziemi: szukając pęknięć, a nie ruin.
Thomas został w salonie, cicho rozmawiając przez telefon. Nie słyszałem wszystkiego, ale usłyszałem swoje imię, słowo „śmieszne” i śmiech, który nie był jego.
To był jej śmiech.
Wtedy przypomniałem sobie coś, czego jej nie powiedziałem.
Zanim opublikowałem moje zdjęcie, wysłałem Camille wiadomość.
Nie z fałszywego konta.
Nie z obelgami.
Nie z groźbami.
Bezpośrednio.
„Cześć Camille. Widziałam komentarz Thomasa. Jutro robię sesję zdjęciową w Paryżu, niedaleko Place des Vosges. Jesteś zaproszona. Chciałabym wiedzieć, czy problem leży w tobie, w nim, czy w tej wersji mnie, którą ci opowiedział”.
Myślałam, że nie odpowie.
Odpisała po dwóch minutach.
„Przyjdę”.