Ciąg dalszy historii

Następnego dnia w pracy Laura wydawała się spokojna. W biurze rozmawiano o firmowym spotkaniu, raportach, pogodzie — typowy grudniowy chaos. Mówiła mniej niż zwykle, ale nikt tego nie zauważył. Na ekranie — tabele, wykresy, liczby. A między nimi żyła myśl: jeśli teraz nic nie zmieni, nigdy już nie zmieni. W porze lunchu zapukała do gabinetu szefa. Właściwie nie zdążyła – sam podniósł wzrok. – Laura, wejdź – uśmiechnął się. – Jak zwykle uratowałaś cały rok. Premia zasłużona, jak zawsze. – Dziękuję – odpowiedziała. – I jeśli można… chciałabym wziąć urlop zaraz po wypłacie. W lutym. Skinął głową, bez pytań. – Oczywiście. W pełni zasłużony. *** W domu Michał był w dobrym humorze. Opowiadał, że Ewa wreszcie wybrała suknię, że Tomek martwi się, iż nie zdąży z rezerwacją restauracji. Laura słuchała i uśmiechała się. Prawdziwie – po raz pierwszy od dawna. – Myślałam, że może po ślubie też gdzieś pojedziemy – powiedziała łagodnie. – Choćby na kilka dni. – Hmm… nie wiem – zawahał się Michał. – Przecież wszystko pójdzie na wesele. Może latem? – Zobaczymy – odparła spokojnie. Tej nocy, gdy zasnął, Laura włączyła laptop. Blask ekranu odbijał się w jej oczach. Kliknęła „zapłać”. Elektroniczny bilet trafił do folderu „Podróże”.
Mediolan. Sorrento. Jeden bilet. *** Potem wszystko toczyło się dalej jak zawsze. Michał opowiadał o pracy, Ewa dzwoniła, dziękowała, nazywała ją „złotą”. Laura potakiwała, wykonywała przelewy, uśmiechała się. Ale w jej uśmiechu pojawiło się coś nowego – cicha świadomość, że niania cudzych szczęść w niej umiera. Gdy z konta zniknęła część premii, Michał nie zauważył. – Premia? Super, przelej Ewie, ja potem… – rzucił, nie odrywając wzroku od telefonu. Laura kiwnęła głową, ale przelew poszedł gdzie indziej – do biura podróży. Nic nie wyjaśniała. Niczego nie tłumaczyła. Po prostu w połowie lutego, gdy śnieg sięgał po kostki, walizka stała przy drzwiach. Jedna. Mała. Skromna. Na stole koperta: klucz od auta, karta bankowa, karteczka – „Czas, żebym i ja