Anton oderwał się w końcu od telefonu i spojrzał na żonę z ledwie skrywaną irytacją:
„Znowu praca jest ważniejsza od rodziny? Mama ma rację – kompletnie zapomniałeś o wartościach rodzinnych. Kiedyś kobiety jakoś radziły sobie i z domem, i z gośćmi”.
„Kobiety nie projektowały budynków ani nie utrzymywały mężów, którzy przez pół roku szukali „odpowiedniej” pracy” – słowa wyrwały się Linie, zanim ta zdążyła je powstrzymać.
Twarz Antona pociemniała. Wstał gwałtownie, przewracając krzesło.
„Już ci wyjaśniłem – nie mogę po prostu przyjąć pracy gdziekolwiek! Potrzebuję stanowiska na odpowiednim poziomie. A ty… jesteś po prostu samolubny!”
Drzwi biura zatrzasnęły się. Lina została sama w salonie, który tak pieczołowicie odrestaurowała, przywracając domowi dawną świetność. Przemyślała tu każdy szczegół – od koloru ścian po zabytkowe włączniki światła. A teraz, na dwa tygodnie, jej dom miał stać się polem bitwy z Galiną Pietrowną.
***
Tego wieczoru Lina spakowała laptopa, rysunki i dokumenty projektowe do dużej torby. Anton, widząc jej przygotowania, zaśmiał się:
— Zdecydowałeś się pracować w kawiarni? Nie dramatyzuj. Mama wróci dopiero jutro wieczorem.
— Jadę do Diny na kilka dni. Muszę się skupić na prezentacji.
Dina nie była tylko koleżanką – przez pięć lat wspólnej pracy w firmie architektonicznej stały się bliskimi przyjaciółkami. To Dina wspierała Linę, gdy ta zdecydowała się założyć własną firmę.
„Dinie?” Anton zmarszczył brwi. „Czy to ta feministka, która ciągle próbuje ci coś wmówić?”
„Jest odnoszącą sukcesy architektką, która rozumie wagę mojej pracy.
– Więc nie rozumiem?