Lina zmęczona zamknęła torbę:
„Zaprosiłeś rodziców do mnie na dwa tygodnie, nie pytając mnie o zgodę, wiedząc, że mam ważną prezentację. O jakim zrozumieniu mówisz?”
W małym mieszkaniu Diny unosił się zapach kawy i świeżo upieczonych wypieków. Jej przyjaciółka bez słowa przytuliła Linę i posadziła ją przy stole zawalonym magazynami architektonicznymi.
„Powiedz mi” – rzekła po prostu.
I Lina mu opowiedziała. Nie tylko o ostatnim wybuchu Antona, ale o tym, co narastało od miesięcy. O uszczypliwych komentarzach za każdym razem, gdy dostawała nowe zlecenie: „Jesteś teraz zbyt ważna dla zwykłych śmiertelników”. O tym, jak zrobił awanturę, gdy projekt jej prywatnego domu został opublikowany w prestiżowym magazynie: „Mogłaś mnie uprzedzić, że będziesz kręcić. Przynajmniej wyprasowałbym ci koszulę”. O tym, jak ani razu nie stanął w jej obronie, gdy Galina Pietrowna oświadczyła przed gośćmi, że „prawdziwa kobieta nie powinna zarabiać więcej niż jej mąż – to poniżające”.
„Wiesz, co jest najbardziej obraźliwe?” Lina spojrzała na szkice swojego centrum kulturalnego. „Zawsze byłam dumna ze swojej niezależności, ze swojej zdolności do osiągania celów. Ale w domu czuję się winna za każdy sukces”.
***
Następnego dnia, gdy Lina pracowała nad ostatnimi poprawkami do prezentacji w warsztacie, drzwi się otworzyły. Anton wszedł bez pukania, z twarzą czerwoną od gniewu.
„Musisz natychmiast wracać!” – wyrzucił z siebie zamiast powitania. „Mama jest obrażona, że uciekłeś. Gdzie twój szacunek dla starszych?”
Lina podniosła wzrok znad planów. W warsztacie pracowało dwóch innych pracowników, starannie udając, że nie słyszą rozmowy.
„Anton, porozmawiajmy w sali konferencyjnej” – zaproponowała cicho.
– Nie! Spakuj się natychmiast i idź do domu przeprosić moją mamę!
— Pracuję. Pojutrze mam prezentację projektu wartego czterdzieści milionów.
„Gówno mnie obchodzi twój projekt!” Anton uderzył pięścią w stół, posyłając ołówki po podłodze. „Jesteś moją żoną i musisz być w domu, kiedy przyjdą moi rodzice!”