Młody stażysta, Paweł, wstał z miejsca, ale Lina powstrzymała go gestem. Powoli wstała, zebrała porozrzucane ołówki i powiedziała spokojnym głosem:
„Wynoś się z mojego warsztatu, Anton. Porozmawiamy dziś wieczorem w domu”.
– Nadal śmiesz mi mówić, co mam robić?
„To moje stanowisko pracy. Wyjdź, albo wezwę ochronę.”
Anton spojrzał na nią z pogardą, odwrócił się i wyszedł, głośno trzaskając drzwiami. W warsztacie zapadła cisza.
„Lino Siergiejewno, może powinnaś wziąć sobie dzień wolny?” – zasugerował ostrożnie Paweł.
„Nie” – Lina wróciła do rysunków, choć ręce jej lekko drżały. „Nie mamy dużo czasu”.
Tego wieczoru w końcu postanowiła wpaść do domu po ciepłe ubrania – grudzień był wyjątkowo zimny. Lina miała nadzieję wślizgnąć się niezauważona, ale wchodząc po schodach, usłyszała głosy dochodzące z salonu. Drzwi były uchylone, a słowa Galiny Pietrowna brzmiały wyraźnie:
Mówiłem ci już setki razy – taka kobieta cię nie uszczęśliwi. Jest zbyt niezależna, zbyt ambitna. Spójrz, jak do ciebie mówi! Musisz jej pokazać, kto tu rządzi, zanim będzie za późno.
– Mamo, cóż, ona po prostu jest zdenerwowana pracą…
„Praca!” prychnęła Galina Pietrowna. „Normalna kobieta nie stawia pracy ponad rodzinę. Twój ojciec zawsze wiedział, że w domu czeka na niego obiad, czystość i spokój. A ciebie co czeka? Pusty dom i żona, która uważa się za równą mężczyźnie!”
– Czasy się zmieniły, mamo.
„Czasy się zmieniły, ale mężczyźni pozostają mężczyznami! Jesteś nieszczęśliwy, synu, widzę to. Ona przytłacza cię swoimi sukcesami, sprawiając, że czujesz się gorszy. To nie w porządku!”
Lina czekała, aż Anton zaprotestuje, obroni ją, powie coś na jej korzyść. Ale w salonie zapadła cisza. Długa, przeciągająca się cisza, pełna zgody.
„Może masz rację, mamo” – powiedział w końcu Anton. „Kiedyś była inna. Ale teraz… Te jej sprawy, te ciągłe projekty. Zmieniła się”.
„Ona się nie zmieniła, pokazała swoje prawdziwe oblicze! Rozwiedź się, synu. Dopóki nie będziesz miał dzieci, rozwiedź się. Znajdź sobie normalną dziewczynę, która zna swoje miejsce”.
Lina po cichu zeszła po schodach i wyszła na zewnątrz. Zimne powietrze kłuło ją w płuca, ale pomogło jej powstrzymać napływające łzy. Wsiadła do samochodu i długo siedziała, patrząc przez okna swojego domu – domu, który odbudowała z ruin.
Ostatnie wątpliwości, jakie pozostały zmarłym, nadeszły w momencie, gdy Anton milczał. Nie chronił. Nie zgadzał się. Nie zdradzał.
***
Dwa dni później, po udanej prezentacji projektu, Lina wróciła do domu. Galina Pietrowna ostentacyjnie nie przywitała się, a Anton przywitał ją na korytarzu słowami:
– No, wreszcie! Chodźmy porozmawiać.