CZĘŚĆ 2
Julien czytał na głos, nie zdając sobie z tego sprawy.
„Dzisiaj dr Morel zapytał mnie, czy nadal chcę żyć…”
Jego głos załamał się przy ostatnim słowie.
Wyciągnęłam rękę.
„Oddaj ją”.
Ale on się nie poruszył.
Przewrócił stronę. Potem kolejną. Słowa, które skrywałam przez dwa lata, wypłynęły jedno po drugim, nagie, zawstydzone, nieodwracalne.
„Udaję, że jem, żeby Hélène nie powiedziała, że szukam uwagi”.
„Julien znowu przeszedł obok pustego pokoju, nie zwalniając tempa”.
„Śniło mi się, że nasze dziecko jest zimne”.
„Nie wolno mi być smutnym. W tym domu nie ma miejsca dla słabych”.
Na to zdanie Julien przestał oddychać.
Powoli uniósł wzrok.
„Czy ja to powiedziałam?”
Uśmiechnęłam się, ale to nie był uśmiech.
„Tak”.
Zamknął notes, jakby strony parzyły go w dłonie.
Na korytarzu Hélène krzyknęła:
„Julien? Wychodzi? Puść ją! Taka kobieta nie powinna tu przebywać!”
Julien nie odpowiedział.
Wpatrywał się w szary notes.
Potem otworzył drzwi sypialni i zszedł na dół, mocno przyciskając notes do piersi.
Poszłam za nim, serce waliło mi w piersi.
W salonie cała jego rodzina czekała, by zobaczyć mój upadek. Hélène już przygotowała swoje przemówienia zwycięskie. Stała wyprostowana, nienagannie opanowana, z twarzą kobiety, która myli honor z okrucieństwem.
Julien położył notes na stole.
„Mamo” – powiedział – „usiądziesz”.
Hélène zamrugała.
„Słucham?”
„Usiądź”.
Zapadła cisza.
Julien nigdy tak nie rozmawiał z matką.
Usiadła powoli, bardziej z zaskoczenia niż z posłuszeństwa.
Otworzył zeszyt na stronie z zagiętym rogiem.
„Czytaj”.
„Nie będę czytał kłamstw niewiernej kobiety”.
Julien uderzył dłonią w stół.
„Czytaj”.
Hélène zbladła.
Wzięła zeszyt. Jej oczy śledziły kolejne linijki. Podczas czytania jej twarz się zmieniła. Nie z bólu. Ze strachu.
Bo na tej stronie napisałam to, czego nikt nie wiedział.
W dniu, w którym straciłam dziecko, Hélène towarzyszyła mi w drodze do szpitala. Julien był w Paryżu na konferencji. W drodze do domu taksówką, gdy płakałam w szybę, powiedziała mi:
„Nie wykorzystuj tej tragedii jako pretekstu, żeby unieszczęśliwić mojego syna. Mężczyźni zawsze uciekają od złamanych kobiet”.
Nigdy nie powtórzyłam tego zdania.
Nawet Julienowi.
Bo myślałam, że jej uwierzy.
Julien niemal wyrwał notatnik z rąk matki.
„Powiedziałaś jej to?”
Hélène uniosła brodę.
„Chciałam, żeby była silna”.
„Nie” – odpowiedział Julien. „Chciałaś, żeby się zamknęła”.
Moja bratowa spuściła wzrok. Teść, który nigdy nie interweniował, przesunął dłonią po czole.
Hélène próbowała odzyskać panowanie nad sobą.
„Nie przekręcaj tego. Ta kobieta wysiadła z samochodu mężczyzny o północy. Nie zmyślam”.
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
Wszyscy podskoczyli.
Julien poszedł otworzyć.